2003-11-09 17:16:04 >> zaczynam się denerwować.... Mianowicie jakiś czas temu wymyśliłam, że wybiorę się do Katowic na ogólnopolskie dyktando, słynną "narodową klasówkę". Już nawet udało mi się przełożyć zajęcia w pracy na inny dzień (co do tej pory wydawało mi się niewykonalne). A tymczasem ciągle słyszę o jakimś strajku PKP! Jeśli dojdzie do skutku, bardzo mi to utrudni realizację planów. Jest jakieś połączenie autobusowe, ale dość niewygodne. Nie chciałabym jednak z tego wyjazdu zrezygnować - skoro nie mogę się sprawdzić w pracy, chciałabym spróbować czegoś poza pracą, przekonać się, czy może jednak coś potrafię... Już kiedyś na tym dyktandzie byłam - 7 lat temu, wówczas jako uczennica 3 klasy ogólniaka. Nie odniosłam sukcesu, ale i się nie spodziewałam, bo jadąc tam nie miałam pojęcia o skali trudności tekstu. Teraz mniej więcej wiem czego oczekiwać. Nawet jeśli nie osiągnęłabym obiektywnego sukcesu w postaci jakiegoś znaczącego miejsca w klasyfikacji, to chcialabym chociaż sama mieć satysfakcję sprawdzając to potem w słowniku - że jednak tych byków nie było tak dużo... skomentuj (1) 2003-10-15 20:06:16 >> tracę poczucie szacunku do samej siebie... ... bo ciagle się zbieram, by coś zrobić ze swoją sytuacją i nie mam odwagi. W każdy poniedziałek i czwartek najwyższym wysiłkiem woli powstrzymuję się, by nie wejść do biura czy gabinetu dyrekcji i nie powiedzieć, co o tym wszystkim myślę. Oczywiście, kosztowałoby mnie to utratę tej pracy, bo w firmie, w której wszystko opiera się na pozorach i udawaniu, powiedzenie paru słów prawdy jest najgorszym przestępstwem - ale łapię się na tym, że właściwie jest mi wszystko jedno. Gdyby mnie zwolnili, może w końcu bym odpoczęła. Bowiem największą trudnością jest dla mnie brak snu. Robię wszystko, by się odzwyczaić od spania - w końcu skoro pracownicy tej firmy powinni być nadludźmi w każdej sferze, nie powinni mieć też tak prozaicznych potrzeb jak sen, nieprawdaż? Dochodzę jednak do wniosku, że nie potrafię - jestem niestety tylko zwykłym człowiekiem. W poniedziałek przysnęłam w autobusie i na zakręcie omal nie wyleciałam z siedzenia. Za to w środy i niedziele, jedyne wolne dni w tygodniu, potrafię spać do jedenastej i najgorsze, że nie potrafię znaleźć choćby jednego powodu, dla którego warto byłoby w ogóle wstać. skomentuj (1) 2003-10-01 21:08:50 >> Myślałam nad tym jak się odstresować.... ... i zajrzałam na Kazeę Lite. Pomyślałam sobie, że ściągnę na mp3 parę utworków, które nierozerwalnie kojarzą mi się z czasami ogólniaka, sprzed lat 9-10. Ciekawe zresztą, dlaczego dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Tak, tak, teraz są inne czasy - w połowie lat 90. by zdobyć pewne utwory musiałam czekać na określone audycje z nastawionym magnetofonem i niejednokrotnie zarywać noce (nawet nie miałam jeszcze odtwarzacza CD), a teraz są mp3. Ściągnęłam sobie także pewne rzeczy, które wówczas były często odtwarzane przez szkolny radiowęzeł. Bo w pierwszej połowie lat 90. w moim ogólniaku istniała instytucja radiowęzła - i grali czasem takie rzeczy, że idąc korytarzem przystawałam i dosłownie zamierałam pod głośnikiem na dobre parę minut. Potem na jakiś czas radiowęzeł zamilkł (ciekawe co on komu przeszkadzał?), a potem zmieniła się ekipa i nic już nie było tak samo. Gdy potem odtworzyłam sobie to co ściągnęłam, stanęły mi przed oczami sytuacje z tamtych czasów. Szczególnie moje nieszczęsne niespełnione uczucie do pewnego osobnika, który był o klasę wyżej i wydawał mi się jednym z najprzystojniejszych chłopaków jakich w życiu widziałam. Wcześniej byliśmy w tej samej podstawówce i już wtedy wpadł mi w oko.Skończyło się jedynie na obserwowaniu z daleka. Potem tę podstawówkę skończył, pomyślałam, że pewnie już go nigdy nie zobaczę i zupełnie zapomniałam że ktoś taki istniał. Gdy zobaczyłam go ponownie po roku niewidzenia, w ogóle nie poznałam, dopiero po jakimś czasie skojarzyłam, ze to ten sam. Nawet dorobiłam sobie jakąś teorię o przeznaczeniu, że było nam dane spotkać się ponownie i teraz już coś musi z tego wyjść. A gdzie tam! Znowu mogłam go tylko obserwować, tylko po to by się przekonać, że nie ma chyba człowieka o bardziej odmiennej konstrukcji psychicznej niż ja. Pewny siebie, świadomy swojej wartości, zawsze w centrum zainteresowania... Nigdy byśmy się nie zrozumieli. Potem zdał maturę, wyjechał na studia i tyle go widziałam. Nigdy nawet nie miałam okazji z nim porozmawiać. Przyszło mi do głowy, by sprawdzić, czym on się moze aktualnie zajmować. Może trafię na jakiś ślad jego działalności w internecie? Pomyślałam więc, że wpiszę nazwisko w Google'a. Wyszło na to (o ile to on), ze jest teraz poważnym biznesmenem i współwłaścicielem firmy. I niemal na pewno to on, bo kiedyś pisali o tej firmie w lokalnej gazecie, a na zdjęciu widać było ponad wszelką pewność jego. Stwierdziłam, ze bardzo się zmienił - garnitur, okulary... Rasowy yuppie.Poza tym... jakby zbrzydł. Szkoda. skomentuj (2) 2003-10-01 17:24:54 >> Ja wiem, że to już jest nudne,..... ....to,że ciągle użalam się nad sobą i piszę jakie to życie jest podłe i dla jakich potworów pracuję. Cóż jednak można poradzić na to, że choćbym ze wszystkich sił próbowała myśleć i pisać o czym innym, okoliczności mi na to nie pozwolą, bo znowu musi się zdarzyć coś co sprawi, że wyrabiam w sobie przekonanie o swoim szczególnym talencie do trafiania w niewłaściwe miejsca i na niewłaściwych ludzi. Oto co nastąpiło. W poniedziałek około godziny 3.30 nad ranem usłyszałam walenie do drzwi i słyszałam, że tata coś krzyczy. Nie wiedziałam co się dzieje, wypadłam na korytarz - a tam pełno dymu. Okazało się, że od centralnego zapaliła się instalacja. Gdybyśmy spali jeszcze godzinę, dwie dłużej, nie wiem, czy siedziałabym tu teraz i pisała tego bloga.... Na szczęście wszystko udało się opanować, skończyło się jedynie na uszkodzeniu instalacji, przez co w części domu nie ma prądu (siedzę przy kompie podłączonym do długiego przedłużacza)Ale..... Cały problem w tym, że przez to całe zamieszanie nie zdążyłam na ósmą do pracy. Zadzwoniłam - "trudno, wypadki chodzą po ludziach, proszę przyjść na jedenastą, a tamte zajęcia się odrobi". No cóż, moja mama dostała cały dzień wolnego w pracy, ale dyrektorka mojej mamy jest człowiekiem. Zakładałam, że umówię się z grupą na odrabianie na przyszły tydzień. Ale... no właśnie. O czternastej, podczas przerwy między jednymi zajęciami a drugimi, odebrałam telefon: "Informujemy, że te zajęcia mają być odrobione jutro na ósmą. Uczniowie JUŻ ZOSTALI POWIADOMIENI (!!!!!!)". Nogi się pode mną ugięły.Myślałam, że albo kogoś pobiję, albo padnę trupem na miejscu. Zaczęłam niemal krzyczeć na tę sekretarkę z biura, co to za porządki i jak można powiadamiać ludzi bez uzgodnienia ze mną czy w ogóle mogę przyjść w wtorek o tej porze, a jakbym miała coś zaplanowane? (we wtorki pracuję dopiero od 15.30). Dodatkowy problem - ponieważ w poniedziałki docieram do domu o 22 po 12 godzinach pracy, mowy już być nie może o jakimkolwiek przygotowywaniu się do zajęć i sprawy typu układanie konspektu czy sprawdzanie testów przekładam na wtorkowe przedpołudnie. Teraz nie miałam kiedy - w rezultacie miałam iść do pracy niemal kompetnie nieprzygotowana. Kolejna rzecz, ale gdybym im podała ten argument, wyśmialiby mnie. Jako człowiek, a nie cyborg, potrzebuję od czasu do czasu spać, choć najprawdopodobniej zależy im na tym, bym się odzwyczaiła od snu. W nocy z niedzieli na poniedziałek przez to wszystko spałam jakieś trzy godziny i potem marzyłam tylko o tym, by we wtorek to odespać - zamiast tego miałam znowu wstać o szóstej, by dojechać na ósmą na drugi koniec miasta. Powiedziałam w biurze, jak wygląda sytuacja i usłyszałam: "My rozumiemy doskonale, ale takie było zarządzenie pani dyrektor i nas też postawiono przed faktem dokonanym", a następnie położono przede mną.... listę obecności osób na wtorkowych zajęciach, pod którą miałam się podpisać, że się z nią zapoznałam. Nie podpisałam, choć sekretarka szczerze radziła : "Lepiej pani podpisze, bo może sobie pani narobić kłopotów". Potem wicedyrektor na chwilę odwołał mnie z zajęć i o dziwo wykazał nieco dobrej woli - gdy mu powiedziałam o całej sytuacji, był gotów przekładać zajęcia. Niestety, parę minut później poinformował, że główna dyrektorka się nie zgodziła, bo uczniowie już zostali zawiadomieni. Po diabła było ich zawiadamiać?????? Naprawdę, mam ochotę ich teraz gdzieś zniesławić. Zadzwonić czy napisać do jakiejś gazety i opowiedzieć o tym, jak w tej prestiżowej szkole traktuje się pracowników. A ilekroć przechodzę koło ich reklamy na billboardzie w centrum miasta, mam ochotę złapać jakiś spray i się wyżyć. skomentuj (0) 2003-09-24 23:09:17 >> Jutro masakra..... w pracy. Idę na 8 rano, a kończę o 21. I tak co poniedziałek i czwartek. We wtorki i piątki od 15.30, a środy wolne - i jedynie dzięki temu jakoś funkcjonuję. Tak mnie urządzili, bo w zeszłym semestrze miałam pół etatu, a płacili mi jak za cały, bo zapomnieli zrobić aneksu do umowy (a może nie mogli?) i w rezultacie teraz przyłożyli mi półtora w ramach odrabiania. Teoretycznie miałam to częściowo odrobić jako współorganizator ogólnoszkolnego konkursu - ale teraz widzę, że to się kompletnie nie liczy. Nieważne ile godzin spędziłam szukając tych wszystkich materiałów i ukladając konkurencje - to wszystko nieważne. Najgorsze, że sama się do tego zgłosiłam, naiwna idiotka, licząc na to, że darują mi chociaż jedną grupę. Nie, wyszło na to, że zrobiłam to w czynie społecznym - a myślałam, że czasy czynów społecznych dawno się skończyły. Patrzę tak na tego bloga i widzę, że niemal wszystko jest o pracy, tak jakby stanowiła ona całe moje życie, a przecież tak nie jest! Ciekawe, czy kiedyś doczekam chwili, kiedy będę mogła zostawiać pracę w pracy, odrobić swoje do określonej godziny i potem już się tym nie dręczyć. Albo, jeszcze lepiej, kiedy znajdę pracę tak ciekawą, że nie będę miała nic przeciwko braniu jej do domu. A teraz nic nie mogę robić, nic nie mogę planować i praktycznie ciągle odkładam życie na później. Gdy koleżanka, która ma normalną pracę, proponuje mi np. żebym z nią pojechała za granicę na koncert, moge tylko odpowiedzieć"kiedyś, w przyszłości, może będę mogła, ale teraz pracuję tu gdzie pracuję". Chciałabym przestać czekać na poprawę i zacząć w końcu żyć. Naprawdę, czasami mam ochotę zrobić tej całej szkole taką antyreklamę, żeby całe miasto o tym usłyszało. Żeby nikt już więcej się u nich nie zatrudnił. Jeśli usłyszę, że ktoś znajomy myśli o pracy u nich, będę go zniechęcać tak bardzo, jak to możliwe. Po tym, co ostatnio spotkało jedną dziewczynę u nas, uważam dyrekcję za ludzi pozbawionych wszelkich skrupułów. Owa dziewczyna nie chciala się zgodzić na urlop bezpłatny i zasięgnęła porady znajomego prawnika. Została wyrzucona, a potem na zebraniu (na szczęście ona nie była przy tym obecna) dyrektorka napiętnowała ją publicznie wymieniając z nazwiska (!) i nazywając najgorszą nauczycielką, jaka kiedykolwiek u nich pracowała - "wazna pani teolog, która zrobiła licencjat z anglistyki na tróję, bo chciała zarobić". Nie wiem, czy takie coś nie zakrawa na zniesławienie - poza tym ręce mi opadają, gdy widzę taką hipokryzję. Caly czas powtarzają, że ich pracownicy mają być pasjonatami tego zawodu, a nie myśleć tylko o wynagrodzeniu - a im samym chodzi wyłącznie o kasę. Z każdym klientem obchodzą się jak ze śmierdzącym jajkiem, bo gdy odejdzie, stracą pieniądze. Ostatnio nawet obniżyli wymagania, co z pewnością wpłynie na spadek poziomu. Lektorów obciążyli pracą ponad siły, bo nie chcą zatrudnić dodatkowych osób. Wydaje się, że ich kondycja finansowa ostatnio bardzo się pogorszyła, a oni robią dobrą minę do złej gry. Tak, tak - jedyne wyjście to uciekać stąd jak najprędzej. Niedawno pojawiła się dla mnie możliwość znmiany pracy, nawet wysłałam podanie, ale caly problem w tym, że miałoby to być za granicą. Kompletnie się nie czuję na siłach wyjechać tak daleko, poza tym nie wiadomo, czy mnie zaakceptują. Już wolalabym pracować gdzieś w kraju - tylko trudno powedziec w jakim zawodzie. Kiedys myślałam, że praca w radiu mogłaby byc interesująca (to bym się nasluchała muzyki!), ale raz w życiu mialam okazję obejrzeć radio od środka i gdy przyszło do zwykłego pozdrowienia kogoś na antenie, trema mnie zjadła, myślałam, że po prostu tam padnę z wrażenia i będą musieli mnie reanimować. Co tu by wymyślić, jaki znaleźć pomysł na życie... skomentuj (1) 2003-09-04 15:35:45 >> Jeszcze a propos cudzych blogów Zobaczyłam, oniemiałam i ...... wpadłam w ciężki kompleks niższości. Dlaczego ja nie umiem tak pisać?????? skomentuj (3) 2003-09-03 22:00:05 >> Poogladałam sobie blogi... ... i muszę przyznać, że niejednokrotnie byłam pod wrażeniem. Pomysłu, stylu pisania, grafiki, a czasem wszystkiego jednocześnie. Miałam też wrażenie, że w paru autorach blogów wyczuwam pokrewne dusze. Niestety, było też parę przypadków, gdy dość szybko się wycofałam, bo panujacy tam klimat był, oględnie mówiac, kompletnie mi obcy. No cóż, nie do mnie należy ocena, w końcu mamy wolność słowa i wolnoć Tomku w swoim blogu ;) Przy okazji chciałam jednak zaznaczyć, że jeśli ktoś oczekuje w blogu pornografii i/lub tak zwanego rzucania mięsem, to w moim nie znajdzie. skomentuj (0) |
|
|||||||