2003-10-01 17:24:54 >> Ja wiem, że to już jest nudne,..... ....to,że ciągle użalam się nad sobą i piszę jakie to życie jest podłe i dla jakich potworów pracuję. Cóż jednak można poradzić na to, że choćbym ze wszystkich sił próbowała myśleć i pisać o czym innym, okoliczności mi na to nie pozwolą, bo znowu musi się zdarzyć coś co sprawi, że wyrabiam w sobie przekonanie o swoim szczególnym talencie do trafiania w niewłaściwe miejsca i na niewłaściwych ludzi. Oto co nastąpiło. W poniedziałek około godziny 3.30 nad ranem usłyszałam walenie do drzwi i słyszałam, że tata coś krzyczy. Nie wiedziałam co się dzieje, wypadłam na korytarz - a tam pełno dymu. Okazało się, że od centralnego zapaliła się instalacja. Gdybyśmy spali jeszcze godzinę, dwie dłużej, nie wiem, czy siedziałabym tu teraz i pisała tego bloga.... Na szczęście wszystko udało się opanować, skończyło się jedynie na uszkodzeniu instalacji, przez co w części domu nie ma prądu (siedzę przy kompie podłączonym do długiego przedłużacza)Ale..... Cały problem w tym, że przez to całe zamieszanie nie zdążyłam na ósmą do pracy. Zadzwoniłam - "trudno, wypadki chodzą po ludziach, proszę przyjść na jedenastą, a tamte zajęcia się odrobi". No cóż, moja mama dostała cały dzień wolnego w pracy, ale dyrektorka mojej mamy jest człowiekiem. Zakładałam, że umówię się z grupą na odrabianie na przyszły tydzień. Ale... no właśnie. O czternastej, podczas przerwy między jednymi zajęciami a drugimi, odebrałam telefon: "Informujemy, że te zajęcia mają być odrobione jutro na ósmą. Uczniowie JUŻ ZOSTALI POWIADOMIENI (!!!!!!)". Nogi się pode mną ugięły.Myślałam, że albo kogoś pobiję, albo padnę trupem na miejscu. Zaczęłam niemal krzyczeć na tę sekretarkę z biura, co to za porządki i jak można powiadamiać ludzi bez uzgodnienia ze mną czy w ogóle mogę przyjść w wtorek o tej porze, a jakbym miała coś zaplanowane? (we wtorki pracuję dopiero od 15.30). Dodatkowy problem - ponieważ w poniedziałki docieram do domu o 22 po 12 godzinach pracy, mowy już być nie może o jakimkolwiek przygotowywaniu się do zajęć i sprawy typu układanie konspektu czy sprawdzanie testów przekładam na wtorkowe przedpołudnie. Teraz nie miałam kiedy - w rezultacie miałam iść do pracy niemal kompetnie nieprzygotowana. Kolejna rzecz, ale gdybym im podała ten argument, wyśmialiby mnie. Jako człowiek, a nie cyborg, potrzebuję od czasu do czasu spać, choć najprawdopodobniej zależy im na tym, bym się odzwyczaiła od snu. W nocy z niedzieli na poniedziałek przez to wszystko spałam jakieś trzy godziny i potem marzyłam tylko o tym, by we wtorek to odespać - zamiast tego miałam znowu wstać o szóstej, by dojechać na ósmą na drugi koniec miasta. Powiedziałam w biurze, jak wygląda sytuacja i usłyszałam: "My rozumiemy doskonale, ale takie było zarządzenie pani dyrektor i nas też postawiono przed faktem dokonanym", a następnie położono przede mną.... listę obecności osób na wtorkowych zajęciach, pod którą miałam się podpisać, że się z nią zapoznałam. Nie podpisałam, choć sekretarka szczerze radziła : "Lepiej pani podpisze, bo może sobie pani narobić kłopotów". Potem wicedyrektor na chwilę odwołał mnie z zajęć i o dziwo wykazał nieco dobrej woli - gdy mu powiedziałam o całej sytuacji, był gotów przekładać zajęcia. Niestety, parę minut później poinformował, że główna dyrektorka się nie zgodziła, bo uczniowie już zostali zawiadomieni. Po diabła było ich zawiadamiać?????? Naprawdę, mam ochotę ich teraz gdzieś zniesławić. Zadzwonić czy napisać do jakiejś gazety i opowiedzieć o tym, jak w tej prestiżowej szkole traktuje się pracowników. A ilekroć przechodzę koło ich reklamy na billboardzie w centrum miasta, mam ochotę złapać jakiś spray i się wyżyć. skomentuj (0) 2003-10-01 21:08:50 >> Myślałam nad tym jak się odstresować.... ... i zajrzałam na Kazeę Lite. Pomyślałam sobie, że ściągnę na mp3 parę utworków, które nierozerwalnie kojarzą mi się z czasami ogólniaka, sprzed lat 9-10. Ciekawe zresztą, dlaczego dopiero teraz przyszło mi to do głowy. Tak, tak, teraz są inne czasy - w połowie lat 90. by zdobyć pewne utwory musiałam czekać na określone audycje z nastawionym magnetofonem i niejednokrotnie zarywać noce (nawet nie miałam jeszcze odtwarzacza CD), a teraz są mp3. Ściągnęłam sobie także pewne rzeczy, które wówczas były często odtwarzane przez szkolny radiowęzeł. Bo w pierwszej połowie lat 90. w moim ogólniaku istniała instytucja radiowęzła - i grali czasem takie rzeczy, że idąc korytarzem przystawałam i dosłownie zamierałam pod głośnikiem na dobre parę minut. Potem na jakiś czas radiowęzeł zamilkł (ciekawe co on komu przeszkadzał?), a potem zmieniła się ekipa i nic już nie było tak samo. Gdy potem odtworzyłam sobie to co ściągnęłam, stanęły mi przed oczami sytuacje z tamtych czasów. Szczególnie moje nieszczęsne niespełnione uczucie do pewnego osobnika, który był o klasę wyżej i wydawał mi się jednym z najprzystojniejszych chłopaków jakich w życiu widziałam. Wcześniej byliśmy w tej samej podstawówce i już wtedy wpadł mi w oko.Skończyło się jedynie na obserwowaniu z daleka. Potem tę podstawówkę skończył, pomyślałam, że pewnie już go nigdy nie zobaczę i zupełnie zapomniałam że ktoś taki istniał. Gdy zobaczyłam go ponownie po roku niewidzenia, w ogóle nie poznałam, dopiero po jakimś czasie skojarzyłam, ze to ten sam. Nawet dorobiłam sobie jakąś teorię o przeznaczeniu, że było nam dane spotkać się ponownie i teraz już coś musi z tego wyjść. A gdzie tam! Znowu mogłam go tylko obserwować, tylko po to by się przekonać, że nie ma chyba człowieka o bardziej odmiennej konstrukcji psychicznej niż ja. Pewny siebie, świadomy swojej wartości, zawsze w centrum zainteresowania... Nigdy byśmy się nie zrozumieli. Potem zdał maturę, wyjechał na studia i tyle go widziałam. Nigdy nawet nie miałam okazji z nim porozmawiać. Przyszło mi do głowy, by sprawdzić, czym on się moze aktualnie zajmować. Może trafię na jakiś ślad jego działalności w internecie? Pomyślałam więc, że wpiszę nazwisko w Google'a. Wyszło na to (o ile to on), ze jest teraz poważnym biznesmenem i współwłaścicielem firmy. I niemal na pewno to on, bo kiedyś pisali o tej firmie w lokalnej gazecie, a na zdjęciu widać było ponad wszelką pewność jego. Stwierdziłam, ze bardzo się zmienił - garnitur, okulary... Rasowy yuppie.Poza tym... jakby zbrzydł. Szkoda. skomentuj (2) 2003-10-15 20:06:16 >> tracę poczucie szacunku do samej siebie... ... bo ciagle się zbieram, by coś zrobić ze swoją sytuacją i nie mam odwagi. W każdy poniedziałek i czwartek najwyższym wysiłkiem woli powstrzymuję się, by nie wejść do biura czy gabinetu dyrekcji i nie powiedzieć, co o tym wszystkim myślę. Oczywiście, kosztowałoby mnie to utratę tej pracy, bo w firmie, w której wszystko opiera się na pozorach i udawaniu, powiedzenie paru słów prawdy jest najgorszym przestępstwem - ale łapię się na tym, że właściwie jest mi wszystko jedno. Gdyby mnie zwolnili, może w końcu bym odpoczęła. Bowiem największą trudnością jest dla mnie brak snu. Robię wszystko, by się odzwyczaić od spania - w końcu skoro pracownicy tej firmy powinni być nadludźmi w każdej sferze, nie powinni mieć też tak prozaicznych potrzeb jak sen, nieprawdaż? Dochodzę jednak do wniosku, że nie potrafię - jestem niestety tylko zwykłym człowiekiem. W poniedziałek przysnęłam w autobusie i na zakręcie omal nie wyleciałam z siedzenia. Za to w środy i niedziele, jedyne wolne dni w tygodniu, potrafię spać do jedenastej i najgorsze, że nie potrafię znaleźć choćby jednego powodu, dla którego warto byłoby w ogóle wstać. skomentuj (1) |
|
|||||||