| greeneyeblog - archiwum: luty 2004 |
|
coś, w co chciałabym wierzyć, ale nie bardzo potrafię *** you'll be given love you'll be taken care of you'll be given love you have to trust it maybe not from the sources you have poured yours maybe not from the directions you are staring at trust your head around it's all around you all is full of love all around you all is full of love you just aint receiving all is full of love your phone is off the hook all is full of love your doors are all shut all is full of love! all is full of love all is full of love all is full of love all is full of love all is full of love ... i jeszcze jedno: ... In a matter of a moment Lost 'til the end of Time It's the evening of another day And the end of mine Now the starlight which has found me Lost for a million years Tries to linger As if fills my eyes 'til it disappears Could it be That somebody else is looking into my mind Some other place, somewhere... Some other time Some other place, somewhere... Some other time Like a mirror held before me Large as the sky is wide And the image Is reflected back to the other side Could it be That somebody else is looking into my mind Some other place, somewhere... Some other time Some other place, somewhere... Some other time greeneye 2004-02-03 17:54:45 skomentuj (0) Things don't work... Zaczęło się od tego, że pokazowo oblałam egzamin na studiach zaocznych na UW - jeszcze nie mam wyników, ale w końcu wiem jak napisałam. Potem poszłam do autobusu i zobaczyłam, że wszystkie miejsca zajęte - dzięki wielkie za perspektywę trzygodzinnej jazdy na stojąco... Poszłam więc na Dworzec Centralny, a tam usłyszałam, że pociąg, którym miałam wracać, opóźni się o... 80 minut. Przesiedziałam więc ponad godzinę (mniej niż przewidywano, bo chyba pociąg trochę nadrobił w drodze)na dworcu z książką i myślałam, że z dwojga złego byloby mi już lepiej jechać tym autobusem na stojąco. Choć nie wiem czy lepiej, jeśli włączyliby tak beznadziejny film jak ostatnio - gorszego gniota chyba jeszcze nie widziałam. "Straszny film 2" - jeśli ktoś nie widział, to nie radzę oglądać. Zdecydowanie nie dla estetów. W ogóle niewiele rzeczy idzie po mojej myśli ostatnio. Koleżanka mówi, że to pewnie jakieś negatywne fluidy, ja przypuszczam, że pewnie niekorzystne aspekty planetarne. I przez to wszystko zastanawiam się, czy w ogóle nie dać sobie spokój z pisaniem bloga. Zadatków na literatkę nie mam, nie napiszę tu nic odkrywczego, będę co najwyżej marudzić i narzekać. Jeśli ktoś tu w ogóle zagląda, ma pewnie bardzo nieciekawy obraz mojej osoby - "o ja biedna nieszczęśliwa, ciagle ktoś się do mnie czepia i w życiu mi się nie układa". Trudno się dziwić, że mało kto to czyta. greeneye 2004-02-04 19:50:57 skomentuj (0) kwestia dojrzałości i inne sprawy Po przemyśleniu stwierdziłam, że jednak chyba będę pisać. Choćby nawet niewiele osób miało tu zbłądzić. Chciałabym umieć pisać tak jak niektórzy autorzy blogów - że czyta się to jak książkę, ale wiem, jak wiele mi do tego brakuje. Ale jeśli będę trenować na tym blogu, to może kiedyś, z czasem, zbliżę się choć trochę do takiego poziomu? Okazuje się, że można przegadać pół nocy na Gadu-Gadu z 19-letnim studentem, którego się nigdy w życiu nie widziało, a zna się od niedawna tylko z maili i Gadu-Gadu właśnie, wymienić się filozofią życiową i... mieć wątpliwości, kto tu z nas dwojga jest dojrzalszy. Okazuje się, że mając 5 lat mniej niż ja można może nie tyle znaleźć swoje miejsce w życiu, ale w każdym razie być blisko. Interesujące, że ostatnio ciągle trafiam na ludzi, którzy w odróżnieniu ode mnie nie czują się ograniczani i determinowani przez okoliczności, dla których słowo "niemożliwe" wprawdzie istnieje, ale używają go niezmiernie rzadko. Wydaje mi się, że wprawdzie powoli i ostrożnie, ale i ja zaczynam się nieco zmieniać pod ich wpływem. Jeszcze np. 2 lata temu nie śniło mi się, że będę kim teraz jestem i będę znała ludzi, których teraz znam. Co prawda nie zawsze chcieć znaczy móc, zastanawiam się, dlaczego czasami coś jednak nie wypala, ale może po prostu jeszcze nie zostało dopracowane. Już nie jestem wprawdzie tak do końca przekonana, że np. spotkania z pewnymi osobami są mi wręcz przeznaczone i mają mnie gdzieś doprowadzić - ale jednak są w jakiś sposób celowe. Są choćby po to, by pomóc mi uporządkować priorytety. I by pokazać mi, że można żyć inaczej niż ja. Że można robić mnóstwo rzeczy i jednak znajdować na to czas. Że można wyciągnąć z życia dużo więcej niż mi się kiedykolwiek udało. I że są różne sposoby, by zaistnieć i coś po sobie pozostawić - choć ten właściwy dla mnie sposób czeka ciągle na odkrycie. greeneye 2004-02-04 23:46:09 skomentuj (1) Uff! Koniec! Uff! Koniec ciężkiego semestru(właściwie już tydzień temu). Ale niestety, wskutek chorego pomysłu ministerstwa oświaty, choć przysługują mi 2 tygodnie wolnego w ferie zimowe, bedę musiała przepracować jeszcze tydzień nowego semestru zanim udam się na zasłużony (o, jak zasłużony) wypoczynek. Ktoś nader genialny wymyślił, żeby w tym roku w moim województwie ferie zaczynały się dopiero od połowy lutego. Chodzi niby o to, żeby wszyscy nie wyjeżdzali na ferie jednocześnie i by miejscowości wypoczynkowe nie były obciążone. Zastanawia mnie tylko, czy ktokolwiek sprawdzał, ilu rodziców stać na to, by wysłać dzieci na ferie, zwłaszcza w regionie o najwyższym bezrobociu w kraju? Ale jedno w tym wszystkim jest piękne: KONIEC Z PORANNYM WSTAWANIEM! Przez cały miniony semestr musiałam 2 razy w tygodniu dojeżdżać do pracy na ósmą i to był jeden wielki dramat. Wiem, że są osoby, które jakoś potrafią wcześnie wstawać i specjalnie im to nie przeszkadza - ba, nawet wolą wcześniej iść do pracy i wcześniej ją skończyć. Zastanawiam się jak oni to robią - samodyscyplina? inny rytm organizmu? Niepojęte! A ja... Zacznijmy od tego, że muszę przespać ok. 8 godzin na dobę, by jakoś funkcjonować. Z drugiej strony nie przypominam sobie, kiedy ostatni raz udało mi się zasnąć przed północą - w drugiej, może trzeciej klasie ogólniaka?Przez to w minionym semestrze co niedzielę i środę powtarzał się ten sam scenariusz. Nawet jeśli z rozsądku położyłam się spać ok. 23-23.30, przez następną minimum godzinę leżałam bezsennie, gapiłam się w sufit, liczylam barany i denerwowałam się, dlaczego ja jeszcze nie śpię, przecież jutro będę do niczego! Oczywiście, im bardziej na siłę starałam się zasnąć, tym mniejsze były szanse, że mi się to uda. Mało tego - aż tak denerwowałam się, że mi budzik nie zadzwoni i zaśpię, że średnio trzy razy budziłam się i sprawdzałam, która godzina... W rezultacie następnego dnia rzeczywiście byłam do niczego i przez pierwsze zajęcia z reguły nie wiedziałam gdzie jestem i co ja tu robię; do pełnej przytomności umysłu dochodziłam przy drugiej grupie na jedenastą. Niejednokrotnie zastanawiałam się, co różni poeci i autorzy piosenek widzą w porankach - dla mnie dzień zaczyna być piękny dopiero koło południa. Chociaż.... były takie okresy mojego życia, kiedy mi nawet poranne wstawanie nie przeszkadzało - budziłam się z myślą, że oto kolejny dzień, kiedy kogoś konkretnego zobaczę. Co więcej, przeklinałam wszelkie święta i dni wolne, gdyż oznaczały one przerwę w widywaniu jakiegoś ówczesnego obiektu mojego zainteresowania.Przygnębia mnie jednak świadomość, że to zawsze było jedynie oglądanie delikwenta z daleka, przechodzenie niby przypadkiem koło sali, gdzie jego klasa miała akurat lekcje, jeżdżenie tym samym autobusem o trzy przystanki dalej niż trzeba, by sobie dłużej popatrzeć, poczucie więzi płynące z faktu, że on np. siedzi w tym samym budynku dokładnie piętro nade mną i zapewne również wariuje z nudów na matematyce, tyle że prowadzonej przez kogo innego.... i nic poza tym. Nigdy nie mogłam na nic liczyć - i ciągle zastanawiam się, co było nie tak. Takie mnie ostatnio myśli nachodzą ze względu na to, że wszelkie media coraz bardziej nachalnie przypominają o tym nieszczęsnym czternastym lutego. Nie ma chyba bardziej dyskryminacyjnego i dołującego święta. Ale czy to normalne, że czuję się gorsza dlatego, że nie mam i nigdy nie miałam od kogo dostać jakiejś kiczowatej, cukierkowej karteczki? Czasem ogarnia mnie lęk, że jeśli jednak istnieje przeznaczenie i moja przyszłość jest gdzieś tam zapisana, może być tak, że choćbym szukała całe żytcie, nigdy nie znajdę kogoś właściwego. Albo stanie się to dpoiero wtedy, gdy będę stara i zgrzybiała. Brrr.... Ciekawe, co to za utwór właśnie zagrali w Trójce - tuz przed siedemnastą. Nie dosłyszałam zapowiedzi... Wiem, że słyszałam go już wielokrotnie. Kiedyś w nocy - czy to nie była Noc Muzycznych Pejzaży? Wiem, że zwróciłam uwagę, jak świetnie pasował do klimatu panującego w środku nocy, gdy tak zwani porządni ludzie dawno śpią, a tacy jak ja siedzą i robią remanent swoich myśli... Kolejna wiadomość gotowa do wysłania w butelce. Zwijam w rulonik, wkładam do butelki, zatykam korkiem i puszczam na fale. Kto ją wyłowi? Może kiedyś, ktoś o podobnych doświadczeniach i przemyśleniach... greeneye 2004-02-07 17:42:24 skomentuj (0) Słuchałam dzisiaj w radiu dyskusji... ... na temat pamiętników, dzienników i blogów właśnie. Ktoś wypowiadał się na temat blogów, mechanizmu samego zjawiska i motywów jakie kierują ich autorami - i uważam, że to było trafione w dziesiątkę. Przynajmniej w moim przypadku. Będę nadal wysyłać swoje sygnały w przestrzeń wirtualną - może kiedyś coś to da... greeneye 2004-02-08 17:38:41 skomentuj (0) Czasem lepiej nie wiedzieć Nie dość że od wczoraj mam podły nastrój, to jeszcze przeczytałam coś, co mnie dobiło ostatecznie. Ale dziwne, że nie mogę się powstrzymać, by do tego nie wracać - jakby mnie coś ciągnęło wbrew mojej woli. W ogóle ostatnio nie rozumiem, co się ze mną dzieje. I w ogóle za dużo jest na tym świecie spraw bez perspektyw. Może kiedyś wyjaśnię o co chodzi - jak sama to pojmę. greeneye 2004-02-08 22:41:26 skomentuj (1) To nie tak miało być Nie taki miał być ten rok. Zbyt dużo sobie po nim obiecywałam. To nie miał być rok, w którym jakiś byle kto ma prawo decydować o mojej sytuacji i robić ze mną co zechce tylko dlatego, że ma władzę i pieniądze (nie przez siebie zarobione, zaznaczam). Rok, w którym różne osoby uważają, że mają prawo mnie ocenić i skreślić po pierwszych pięciu minutach. Rok, w którym nie widzę w ogóle sensu wstawania rano z łóżka - najchętniej zasnęłabym na parę miesięcy i obudziła się w jakiejś lepszej rzeczywistości. Do obecnej się nie nadaję - wynieść się? Do innego miasta, innego kraju, na inną planetę???? I jeszcze ciągle słyszę, że powinnam się cieszyć, bo są ludzie, którzy mają gorzej niż ja. Jeśli nawet, to i tak moje życie JEST nienormalne. Czy mam poprzestać na tym co mam, zrezygnować z marzeń, bo zdrowy rozsądek podpowiada, że są nieosiągalne albo musiałabym wiele lat pracować, by się spełniły? Czy mam godzić się na bylejakość, rutynę, otępienie i bezrefleksyjną wegetację tylko dlatego, że tak wielu ludzi się godzi? Sądzę, że tylu ludzi żyje bezmyślnie z dnia na dzień dlatego, że gdyby zaczęli się zastanawiać nad sobą i swoim życiem, zdaliby sobie sprawę z jego beznadziejności - wolą więc nie wiedzieć, nie myśleć i żyć z przyzwyczajenia. Czasem łapię się na tym, że może tak jest lepiej i łatwiej - ale nie umiem wyłączyć myślenia. greeneye 2004-02-29 00:07:30 skomentuj (1) |
| blog |