.. greeneye.blog ..




blog.pl

Info:
- Design by Michelle -
Content by greeneye





o przeszkodach...
To jeszcze a propos poprzedniej notki. Wyobraźcie sobie osobę, której na czymś bardzo zależy. Widzi przeszkody od początku, ale myśli, że coś się da z tym zrobić. Co jakiś czas jednak dowiaduje się o istnieniu kolejnych. Normalnie jakby ktoś postawił przed nią szlaban. Osoba ma w tym momencie ochotę zniknąć z powierzchni Ziemi i w ogóle z całej galaktyki. Po jakimś czasie myśli: "A może tym razem się uda? Może to podejście będzie skuteczniejsze? Może ta przeszkoda jakoś się... obniżyła?" Robi kolejne podejście i.... to samo... A na drodze pojawiają się nowe przeszkody - nie wiadomo skąd... I jak w tej sytuacji nazwać trzymanie się wciąż tej samej drogi, tej samej sprawy? Chorobliwą skłonnością do wyszukiwania sobie utrudnień? Lękiem przed powrotem do pustki, gdy nie ma którędy iść, czego się trzymać i w co się angażować? Idiotyczną nadzieją, gdy nie ma do niej podstaw? Bo wygląda na to, że jeśli coś ma zaistnieć, to powinno było na samym początku, a potem już czas działa na niekorzyść - i nie ma co sobie wmawiać, że jeszcze nie wszystkie możliwości zostały wykorzystane.

greeneye 2005-01-30 19:58:04 skomentuj (0)
kryptonim enigma
Co się zdarzy? Co się nie zdarzy? Nic nie wiem, a chciałabym mieć choć mgliste pojęcie.Jaki jest obecny stan rzeczy? W którą stronę iść? Od czego zacząć? Widzę pewne przeszkody ( w odróżnieniu od pewnego ślepego konia, którego zapytali, czy zamierza startować w Wielkiej Pardubickiej ;)) - czy do pokonania? Czy warto próbować je pokonać? Jedni mówią: "Działaj zgodnie z tym co czujesz. Idź przed siebie. Niczego sobie nie wyrzucaj. Niczego się nie bój." Inni "Ale weź pod uwagę, że... Wyobraź sobie.... A przecież to, to i to... A pamiętasz jak.... Przecież...." Inni zapewne myślą: " I Ty po tym wszystkim.... Coś Ci jeszcze z tego pozostało? I Ty nadal...." Tak. Ja nadal. Wbrew wszelkiej logice.
greeneye 2005-01-28 10:41:09 skomentuj (5)
wizaż stosowany ;)
Wnioski:
- jeśli się nie ma wprawy, nie należy samodzielnie rozjaśnaić pasemek, tylko pozostawić to fachowcom,
- nakładanie rozjaśniacza na CAŁE włosy dla wyrównania opłakanych efektów powyższego to absolutnie nie metoda,
- włosy potraktowane zbyt silnym rozjaśniaczem przypominają strukturą skrzyżowanie siana z watą,
- stworzenia greenopodobne prypominają istoty ludzkie jedynie w odcieniach ciemnobrązowych, ciemnorudych bądź (z zastrzeżeniami) czarnym, natomiast NIGDY PRZENIGDY nie powinny stawać się blondynkami,
- zdarza się, że farba opisana na opakowaniu jako "czarna wiśnia" nałożona na włosy rozjaśnione daje kolor wygotowanej marchewki, nieco bardziej strawny od wspomnianego blondu, ale.... niewiele bardziej ;) ( gdy następnego dnia musialam iść w tym do pracy, nie wzbudzałam sensacji, za to starannie omijałam wszelkie lustra),
- jest pewna farba zdolna pokryć efekty wszelkich dzikich eksperymentów, a siano z watą zmienić na powrót we włos gładki, śliski i błyszczący, ale nie będę robić reklamy ;) ,
- wytrzymałość moich włosów jest zadziwiająca, skoro po tym wszystkim jeszcze trzymają mi się na głowie - nie zdiwiłabym się, gdyby wylazły co do jednego.... ;)
greeneye 2005-01-27 10:49:46 skomentuj (8)
not my cup of tea
"Talking about my feelings is not my Darjeeling... It's not my cup of tea..." Znalazłam kiedyś taki wierszyk. Nieprzetłumaczalna gra słów. Sens oddany nieudolnie - "mówienie o uczuciach to nie moja specjalność". Z reguły zachowuję się, jakby to była moja dewiza. Ale ostatnio przekonuję się coraz częściej, że szczere mówienie o uczuciach nie boli i świat się z tego powodu nie wali. Choć zależy, z kim się rozmawia. Jedni umieją rozszyfrować zagadkę i zobaczyć to, co ukryte. Inni... albo rzeczywiście nie widzą, albo świadomie wolą nie widzieć. Chociaż... kto ich tam wie?
greeneye 2005-01-26 10:56:39 skomentuj (2)
Miałam...
Kupić biurko pod komputer. Zrobić zdjęcia do dyplomu. Pojechać do Warszawy i załatwić parę formalności związanych ze wspomnianym dyplomem. Opłacić piętrzące się na biurku (jeszcze starym) rachunki. No i co? No i gleba. Oraz próżnia na koncie. 24 dzień miesiąca. Nastroje w firmie buntownicze, ale wszyscy na razie boją się wychylać. Miesiąc temu się wychylili, to zwołano walne (o, jak walnę.... ) zgromadzenie. Na wyżej wymienionym uświadomiono pracowników, że właściwie to powinni się cieszyć, że mogą pracować w tej firmie, i że oni są tacy wspaniałomyślni, że płacą W OGÓLE, tyle że z opóźnieniem, podczas gdy w innych firmach tej samej branży potrafią nie płacić parę miesięcy. Poza tym konkurencja obniża stawki, a tu zostają na tym samym poziomie, za co powinniśmy być wdzięczni. No to cool...

Jedyne co mogę zrobić (i już się dogadałam w tej sprawie) to spotkać się w piątek z równie wkurzoną koleżanką z pracy i sobie użyć na winowajcach obgadując za wszystkie czasy. Koleżanka już wyraziła przypuszczenie, że tak ich będą uszy piekły, że w końcu odpadną. Nie mówiąc o nieprzespanej nocy z powodu czkawki...
greeneye 2005-01-25 00:28:29 skomentuj (4)
***
Śpię. W każdej chwili, każdej sytuacji, kazdej pozycji i każdym otoczeniu. Nieważne, że mam otwarte oczy - to tylko kamuflaż. Nadgodziny się skończyły, ale pracuję teraz od 8 do 16. Wstawanie przed 7 bardzo mi nie służy.... łagodnie mówiąc ("Not a morning person"? This doesn't even begin to cover the problem....). A fakt, że już jest 23 dzień miesiąca, a na moim koncie nadal próżnia, nie przyczynia się bynajmniej do wzrostu motywacji do pracy. Od dzisiaj, gdy ktoś mnie zapyta o charakter mojej pracy, będę odpowiadać "działalność charytatywna" lub "wolontariat" :/

***

Zmiana nastroju, bo nie można non stop marudzić. Uwaga zagadka: co koleżanki i mnie rozśmieszyło w poniższej scence? ;)

Sytuacja na lekcji angielskiego na kursie. Koleżanka lektorka wprowadza w grupie tzw. question tags (formy typu "She is clever, isn't she?", odpowiednik polskich "prawda?", "czyż nie?"). Jeden z uczniów próbuje samodzielnie stworzyć taką formę od zdania: "He doesn't work". Męczy się, męczy, w końcu strzela błędnie:
- Do... he?
I w tym momencie drzwi sali, w których od jakiegoś czasu nie działa zamek, otwierają się samoczynnie..... Grupa, łącznie z lektorką, umiera ze śmiechu (jak również ja, gdy później usłyszałam relację) :D I pytanie - co nas rozbawiło? Kluczem jest wymowa tego "do he"(zresztą zestawienia form nie występującego w poprawnej angielszczyźnie) w połączeniu z faktem, że drzwi otworzyły się same...

***

Scenka nr 2, tym razem nie tak abstrakcyjna ;)Do pokoju 101 wpada kolega.
- Czy możesz mi zmienić hasło dostępu do komputera? Nie mogę się zalogować, a muszę zrobić salami...
Zgłupieliśmy kompletnie.
- No, wykaz salami, która grupa w której sali...

***

Do Brydzyta - jeśli chodzi o opowiadanie będące wyrazem mojej osobistej zemsty na pewnej pani z uniwerku, nie udało mi się odnaleźć oryginału, ale spróbuję sporządzić rekonstrukcję w formie nieco streszczonej - efekty wkrótce na blogu :)
greeneye 2005-01-23 17:40:55 skomentuj (5)