limetkablog - archiwum: grudzień 2005

Strona główna

artykulik
(Uwaga: notka do bólu szczera i będąca być może ostatecznym dowodem wyzbycia się autocenzury)


Tak, wiem. Nie przystaję do dzisiejszych czasów. Z moim podejściem do pewnych kwestii powinnam się teleportować jakimś wehikułem czasu do epoki wiktoriańskiej. Nie mówiąc oczywiście o moim braku dystansu i poczucia humoru. Ale gdy przy okazji sprawdzania poczty natknęłam się na Interii na ten artykuł , nieco mnie przytkało.

Już zdążyłam zauważyć, że istnieją osoby, które traktują "te rzeczy" bardzo niepoważnie, jako sposób na nudę czy rozładowanie napięcia, czy wręcz ćwiczenie fizyczne. A teraz widzę, że są tacy, co traktują to jako kosmetyk.

Chcesz być piękna - stosuj dwa razy dziennie zamiast maseczki czy peelingu. Nie dlatego, że kogoś kochasz, tylko dla swojej urody. Wszystko jedno co myślisz i czujesz, wszystko jedno z kim, byleby tego nie zaniedbać, bo będziesz miała zmarszczki i celulit...

Nie rozumiem. I chyba nigdy nie zrozumiem.Czyżbym była ostatnią osobą, która do takich rzeczy podchodzi bardzo poważnie? I nie chodzi mi tu absolutnie o jakiś urzędowy świstek czy obrączkę na palcu. Chodzi o to, że jeśli sama się na to kiedykolwiek zdobędę, będzie to dla mnie dowód najwyższego możliwego zaufania, jakie mogę okazać drugiemu człowiekowi. Zaufania, że nie będzie się niczemu dziwił i będzie umiał przełamać mój lęk i wstyd. Że nie będzie się ze mnie śmiał i nie pozwoli sobie na jakąś lekkomyślną uwagę, którą mógłby zrujnować moją samoocenę. A przede wszystkim - że mnie NAPRAWDĘ kocha - na tyle, bym mogła pozwolić sobie na całkowitą bezbronność i brak samokontroli i wierzyła, że nie wykorzysta tego przeciwko mnie. Gdzieś przeczytałam coś, co może teraz nieco przekręcę, ale sens jest mniej więcej taki - miłość to danie komuś do ręki broni, którą może nas skrzywdzić, w połączeniu z zaufaniem, że tego nie zrobi... Nigdy jeszcze nie spotkałam kogoś, kto byłby godny takiego zaufania z mojej strony. I możliwe, że nigdy nie spotkam.
limetka 2005-12-02 00:11:42
skomentuj (5)


zarzut od rana
"...ty wcale nie żyjesz, uciekasz tylko w ten internet"....

Bo co to za życie... Tylko uciekać.


limetka 2005-12-03 10:02:57
skomentuj (2)


co mnie tam zaniosło?
Na jednego takiego bloga, który czasem podczytuję, choć nie udzielam się w komentarzach. Autorka wyznała, że ostatnio czytuje różne takie porypane książki. Zerknęłam na zacytowany przez nia fragment i ... zatkało mnie. To przecież jakby o mnie....

Wklepałam hasło w wyszukiwarkę. Kliknęłam pierwszy z brzegu link. I znowu przeczytałam o sobie. Dokładnie i precyzyjnie o swoich własnych problemach i swoim własnym popieprzonym funkcjonowaniu - i tym, skąd ono wynika. Co się stało, że dopiero teraz zaczęłam o tym czytać? Zawsze wiedziałam, że różne moje zachowania i cechy są w znacznym stopniu uwarunkowane tym, jaki problem był obecny w mojej rodzinie. Ale do tej pory myślałam, że to, iż tak bardzo zdominowało to moje życie, jest tylko specyficznie moją właściwością, że inni mieli to samo i sobie radzą - a ja widać jestem bardziej słaba, nieprzystosowana, albo po prostu leniwa... Nie. To cały mechanizm, powtarzający się u bardzo wielu osób - nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak wielu. Owszem, sporo z nich z tego wyszło - ale ile musieli pracować...

No i sprawa jest znacznie bardziej złożona niż mi się wydawało. To nie tylko to, że nie chadzam na imprezy, o ile istnieje groźba, że ktoś się upije. Że w moim życiu nie istniało i nie istnieje pojęcie partnerstwa, a na samą myśl o możliwości zbliżenia fizycznego mnie mdli. To także to, że odcinam się od spraw istniejących tu i teraz uciekając w jakieś wyimaginowane światy i zachowując się jak dziecko zagubione we mgle. To, że tak bardzo pragnę akceptacji, że tysiące pochwał i zachwytów nie zdołają tego pragnienia zaspokoić. Że tak bardzo chcę być niezbędna i niezastąpiona, nie mogę znieść myśli, że ktoś mógłby sobie beze mnie poradzić, że biorę na siebie różne rzeczy nawet w sytuacji, gdy naprawdę nie mam czasu, rzucam w kąt własne sprawy - tylko po to, by nie usłyszeć "dam to komu innemu". Że wobec sytuacji i osób zmiennych i nieprzewidywalnych tracę poczucie bezpieczeństwa, jakby grunt usuwał mi się spod nóg. I wiele innych rzeczy...

Przyznam, że trochę się uspokoiłam. Zobaczyłam, że mam prawo mieć takie cechy i że coś można z tym zrobić. No i nie jestem stuknięta - a przyznaję, były chwile, że miałam takie obawy...

Ale dlaczego dopiero teraz musiałam na to trafić? Pamiętam, jak mama kiedyś znosiła do domu różne książki i broszury, próbowała ze mną rozmawiać, podsuwać mi je... Broniłam się rękami i nogami. Wzdrygałam się na sam widok określonego słowa w tytule. Po pierwsze - w pewnym momencie za dużo było gadania na ten temat. Po drugie - wstydziłam się. Miałam przed oczami stereotyp - menele leżący pod mostem, ponure, odrapane mieszkania, gromady brudnych, zaniedbanych dzieci i tzw. doły społeczne. Bałam się, że mogłabym się komukolwiek z tym skojarzyć. Może teraz zrozumiałam, że to wcale nie jest tak? Może jestem bardziej gotowa na zajęcie się problemem?

Napisałam powyżej - można coś z tym zrobić. No tak... Tyle że "zrobienie czegoś" zakłada posunięcie, do którego parę osób namawiało mnie przez x czasu, z coraz większym zniecierpliwieniem, że nic nie robię. A ja się panicznie boję. W internecie piszę różne rzeczy, ale tu jestem albo anonimowa, albo dobrze znana - osobom, które wiele o mnie wiedzą i pewne rzeczy rozumieją. Ale rozmawiać o problemie oko w oko z kimś obcym, albo co gorsza z grupą? Wyjść z tym do obcych ludzi? Całkowicie obnażyć się psychicznie czując utkwiony w siebie ludzki wzrok? To nie na moje siły...

Na razie spróbuję poczytać na ten temat i pogrzebać w sieci. Znalazłam już różne fora dyskusyjne. Może tam się odważę coś o sobie napisać i przyzwyczaję się do mówienia o czymś, o czym na ogół milczałam? A co dalej - zobaczymy...
limetka 2005-12-07 01:42:48
skomentuj (4)


***
Ponad miesiąc temu śniło mi się, że musiałam uczyć. Tej nocy śniło mi się, że ktoś przejął po mnie grupy. To by mi się mogło sprawdzić :)

***

Zamiast podsumowania. Jaki był jedyny chyba pozytyw roku 2005? Pojawienie się lepszych perspektyw na 2006.
limetka 2005-12-08 12:59:38
skomentuj (0)


uwaga
Zasada nr 1: jeśli grzebię w sieci gdy nie bardzo czas i miejsce ku temu, przynajmniej nie powinnam zostawiać śladów - czyścić historię w przeglądarce :> Ale widać byłam nieostrożna - mam podejrzenia, że trafił tu ktoś, kto trafić nie powinien... Dość że ten blog zostanie na pewien czas zahasłowany. Teraz archiwum, jutro całość.
limetka 2005-12-08 20:23:29
skomentuj (3)


wyjaśniam
... skąd ta cała konspiracja. Tak to jest, jak się grzebie w sieci w pracy i nie zatrze się za sobą wszystkich śladów. Efekt - firmowy IP w statystykach, o jakiejś dziwnej godzinie, kiedy na pewno nie mogłam to być ja. A ponieważ napisałam tu parę dość niepochlebnych opinii o tej firmie, nieco mnie to przeraziło. Myslałam na początek, żeby zahasłować archiwum, ale potem stwierdziłam, że chciałabym swobodnie dodawać nowe notki i czasem trochę ponarzekać na pracę bez obawy, że ktoś ciekawski przekaże komu trzeba. No i w związku z tym, co nie tak dawno napisałam, mogą się tu czasem pojawiać treści bardzo osobiste.

Mówię wprost - odkryłam nie tak dawno, że mój główny problem polega na tym, że zaliczam się do tzw. DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików). Łączy się z tym cały zespół cech i zachowań. Do niedawna myślałam, że to tylko moja taka "uroda", że to wszystko mam i do tego stopnia nie radzę sobie w różnych sferach życia - "bo inni mieli gorzej i sobie radzą". Teraz widzę, że mam prawo sobie nie radzić, ale że jest możliwość zrobienia czegoś z tym. Mniej więcej wiem już gdzie, mam namiary - tylko jakoś się boję zadzwonić...

Osobom czytającym tego bloga mogę o tym napisać - bo albo jestem dla Was anonimowa, albo na tyle dobrze znana, że wiecie wiele o moim życiu i nie wpływa to na Waszą akceptację mojej osoby. No i zauważam, że jesteście na tyle świadomi, że hasło "rodzina z problemem alkoholowym" nie skojarzy Wam się od razu z jakąś meliną i menelami spod mostu (wiele lat nikomu o tym nie mówiłam w strachu przed właśnie takimi skojarzeniami i nikogo nie zapraszałam do domu...) Tymczasem co do osób z mojej pracy nie mam takiego przekonania i nie ufam im na tyle, by być w stanie im się zwierzyć. Dlatego powinnam przeczekać. Nie jest to na zawsze, tylko do czasu, aż ten ktoś z pracy, ktokolwiek to jest, przyzwyczai się do myśli, że blog jest zahasłowany i zaprzestanie prób zaglądania.
limetka 2005-12-09 23:31:46
skomentuj (0)


***
Dopiero teraz znalazłam w ustawieniach. Okazuje się, że tu można zablokować konkretny IP. A w moim zakładzie pracy jest stały. Spróbuję zablokować, zamiast hasłować całego bloga. Liczę na to, że kogoś, kto stamtąd wszedł, ciekawość nie zeżre do tego stopnia, żeby majstrował przy IP, o ile w ogóle w tym przypadku się da. Sama z pracy też nie wejdę, ale przeżyję. Nie będę się odcinać od wszystkich, nie potrafię tak pisać bloga. Choć i tak okazuje się, że piszę go może dla trzech-czterech osób...

Jeśli to prawda, że w punkcie, którym teraz jestem, zbiera się plony tego, jakim się było w latach poprzednich, to ja musiałam chyba kogoś zabić. Tyle że ja tego kompletnie nie pamiętam. A tak przynajmniej wiedziałabym, za co to wszystko.

Nie mogę sobie pozwolić, by czekać rok na mieszkanie. Do tego czasu wyląduję w innym mieszkaniu - takim bez klamek. Nieustanne awantury z ojcem. Mama wynajęła sobie mieszkanie, bo nie mogła tego wytrzymać. Ja zostałam w drugiej połowie domu, niby oddzielonej jako osobne mieszkanie, ale wejście wspólne. Nie wyrabiam. Dziś byli kolejni tysiąc pięćsetni chyba potencjalni klienci na ten cholerny dom. Ojciec wyszedł ledwo trzymając się na nogach i skutecznie ich odstraszył. Publicznie sklął mamę. Mnie zaczął straszyć, że powie dziadkom, że nie zasługuję na mieszkanie i nic nie dostanę. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć, nie istnieć... Nigdy się tym ludziom na oczy nie pokażę. I to miałam przez tyle lat... Moja wytrzymałość się kończy. Sama nie wiem, co się ze mną dzieje. Gdy tylko widzę go w takim stanie, nie panuję nad sobą. Nie chcę wracać do domu. To nie jest dom. Wiecznie słyszę, że jestem uzależniona od sieci i uciekam w net od realnego życia. Od takiego właśnie realnego życia uciekam. Jestem jak ktoś, kto włóczy się samotnie po pustych, zimnych ulicach bojąc się wrócić do domu - a przy tym zagląda w okna cudzych domów widząc tam ciepło i światło. Chciałabym zapukac, wejść, ogrzać się - ale wiem, że nie mogę. To nie moje domy, to nie moje życie. Żwłaszcza że nie wiem, ile trzeba by ciepła, bym odtajała wewnątrz. Nie wiem, ile trzeba by uczucia, by zaspokoić jego głód, jaki jest we mnie. Nie wiem, jakiej by trzeba osoby, by zdecydowała się mi to dać. Być może pojawią się komentarze, że się użalam nad sobą, że gram na litość, że chorobliwie afiszuję się z emocjami, że nic nie robię... Chcę robić. Ale nie widzę za bardzo wyjścia. OK, pójdę na terapię - ale wrócę do domu, a tam to samo. I będę musiała się jeszcze z tym minimum parę miesięcy użerać, zanim się nie wyprowadzę. A przez kilka miesięcy można człowieka wykończyć. Ile można, do cholery??? Ile mozna, pytam??!!


limetka 2005-12-10 11:55:02
skomentuj (1)


W telegraficznym skrócie
Ostatnio:
- wydzwaniam do biur nieruchomości i osób zamieszczających oferty mieszkaniowe; jednocześnie nie mogę się nadziwić, jak duży ruch panuje na rynku - ogłoszenia zamieszczone w czwartek czy piątek okazują się już nieaktualne,
- czytam pewną ważną książkę o lęku przed bliskością, podesłaną mi w PDF-ie przez litościwą duszę z jakiegoś internetowego forum,
- nieco kamień mi spadł z serca po tym, jak się dziś wieczorem dowiedziałam, że mają na oku kogoś, kto prawdopodobnie od poniedziałku przejmie połowę grup - wtedy uczyłabym jeszcze we wtorki i piątki.
limetka 2005-12-12 23:38:17
skomentuj (8)


***
Miałam na oku mieszkanie. Całkiem niczego sobie. Główny mankament - termin wydania maj 2006. Do tego czasu można jajko znieść... Szukam dalej.

Dowiedziałam się, że osoba, która miała po mnie przejąć grupy, wycofała się. Coś tam sobie przypomniała, że w styczniu ma uczyć gdzie indziej. Przypomniała - czy doszła do niej zła sława tego miejsca? Tak a propos - pietnasty, a ja nie mam wypłaty na koncie :>


limetka 2005-12-15 13:19:34
skomentuj (3)


Co zrobić...
- żeby idąc do centrum handlowego po prezenty gwiazdkowe nie wychodzić stamtąd za każdym razem z jakimś prezentem-poprawiaczem nastroju dla samej siebie (nabytki wczorajsze - książka Terry'ego Pratchetta "Kot w stanie czystym" i bluzeczka Tally Weijl za jedyne 44,90 PLN - w końcu nie mogłam przepuścić takiej okazji :] )
- żeby rozciągnąć dobę do 30 godzin ewentualnie nauczyć się spać 4 godziny na dobę (podczas gdy obecnie z trudem zwlekam się z łóżka po 9 - moja norma 7)
- żeby mieć na tyle samodyscypliny, by umieć skutecznie odkleić się od książki lub sieci, gdy na stole w pokoju czeka 60 cholernych karteczek do sprawdzenia
- żeby nikomu nie strzeliło do głowy by naciągać mój status i obowiązki jak komu wygodnie i żebym, obecnie pracując w charakterze lektora, miała jak inni lektorzy przerwę między świętami a Nowym Rokiem i żeby się naraz nie okazało, że jestem pracownikiem biurowym, któremu rzeczona przerwa nie przysługuje
- żeby się dało jakoś ominąć lub przeskoczyć działanie "święta + rachunki = zerowy stan konta na dwa tygodnie przed wypłatą"
- żeby gdzieś ktoś naraz zechciał sprzedać dwupokojowe mieszkanie w nowym budownictwie w nie nazbyt wygórowanej cenie z terminem oddania od momentu podpisania umowy ew. od Nowego Roku...

I o to proszę Świętego Mikołaja :]]]
limetka 2005-12-20 00:40:07
skomentuj (7)


Wszystkiego świątecznego :)
Wszystkim, którzy tutaj zaglądają, życzę:
- niezapomnianych świąt wśród życzliwych osób, w miłej i ciepłej atmosferze,
- by wszystko, z czym jeszcze nie możecie sobie poradzić, w nadchodzącym roku ułożyło się po Waszej myśli,
- realizacji wszystkiego, o czym marzycie i co zamierzacie w każdej sferze życia,
- tym z Was, którzy piszą blogi - by życie dostarczało Wam jak najwięcej tematów na pogodne notki :)
limetka 2005-12-24 01:23:13
skomentuj (7)


***
Wigilia- OK. Próbka spokoju i normalności, jakich nie mam na co dzień, może dlatego, że poza domem. Ale potem... Już jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, ze ilekroć gdzieś wyjeżdżam, choćby na krótko, choćby nawet w obrębie tego samego miasta - okropnie, rozpaczliwie nie chcę wracać... Wieczór pierwszego dnia świąt w moim domu - mistrzostwa świata w przeciąganiu liny. W charakterze liny - ja. Mściwe, pełne nienawiści słowa o osobach dla mnie ważnych, starające się zdyskredytować, zohydzić je w moich oczach. Prosiłam, błagałam, w końcu krzyczałam, że nie chcę tego słuchać - i nic... Prawdopodobnie zemsta za to, że powiedziałam dziadkom, dlaczego nie mogę czekać tak długo na tamto wstępnie zarezerwowane dla mnie mieszkanie i co mam na co dzień w domu... Więc problemem było nie to, że źle robi, tylko że ośmieliłam się o tym komuś powiedzieć... Teraz się boję, że z tym mieszkaniem może coś nie pójść po mojej myśli, że wykręci jakiś numer... Boję się... Ja tylko marzę, by mieć trochę spokoju, trochę normalnego życia - czy to wygórowane żądanie?

I jeszcze jedno... Wiem, że mam skłonność do nadinterpretowania. Że za bardzo wszystko biorę do siebie i że wszędzie widzę zawsze ten najgorszy scenariusz. Ale gdy wysyłam mailem lub smsem życzenia do znajomych, robi mi się przykro, gdy na niektóre nie otrzymuję ani słowa odzewu, choćby informacji że doszły. W tym roku jednak biorę poprawkę na to, że pomysł z MMSami był średnio dobry, gdyż nie każdy może takie coś odczytać. I że serwer poczty na gazeta.pl mógł być przeciążony. I że może akurat nie wszyscy sprawdzili te konta, na które wysłałam. Wolę wierzyć w taką wersję niż w to, że widać nie wszyscy mi dobrze życzą...

A wszystko to mogłabym podsumować czymś co niedawno przeczytałam: "Moje życie to żałosna sztuka żebrania o ciepło i akceptację"... I widzę od dłuższego czasu, że ludzie zaczynają mieć tego dosyć. Ja też. Tylko nie wiem, jakim innym sposobem to ciepło i akceptację zdobyć.
limetka 2005-12-26 00:51:41
skomentuj (3)


"Myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć"
Gdyby nie szukanie mieszkania, napisałabym - obudźcie mnie w marcu lub kwietniu. Lodowate poranki nadają się wyłącznie do przespania. Najlepiej byłoby zakryć się kołdrą przed światem. Ale jeszcze kiedyś obudzę się we własnym, ciepłym miejscu. A wszystkie lody stopnieją - lub zostaną przełamane.
limetka 2005-12-28 23:57:43
skomentuj (3)


do przeczytania w przyszlym roku :)
Co roku liczę na to, że w następnym będzie lepiej, ale różnie z tym bywa. Teraz jednak coś mi się widzi, że BĘDZIE lepiej - w 2005 roku osiągnęłam chyba najniższy możliwy punkt, po którym krzywa może już tylko pójść w górę. Wam też życzę, by wszystkie możliwe wskaźniki u Was się poprawiły - no i jeszcze raz wszystkiego tego, czego życzyłam parę notek temu oraz indywidualnie, w mailach i smsach :)
limetka 2005-12-31 00:10:24
skomentuj (6)