RSS
piątek, 07 lipca 2006
out of order
Zepsułam się. Nie działam. Nieczynne do odwołania. A jednocześnie myślę o tym, by już nawet nie tyle przenieść się wirtualnie gdzie indziej, co w ogóle zamknąć się w jakiejś głuszy z dala od internetu. I pozbyć się komórki, by nie móc czytać maili. Mdli mnie od tego wszystkiego.
11:31, moonlit_place
Link Komentarze (12) »
wtorek, 04 lipca 2006
i znowu wena na urlopie

Wyjechała sobie moja wena na urlop, spryciara jedna, i nawet na mnie nie zaczekała. Razem z chęcią pisania. Może dlatego, że za gorąco. W różnych znaczeniach tego słowa. Siedzą sobie teraz obie, wena i chęć, na jakiejś plaży, popijają colę z lodem przez słomkę i tylko mi kartkę przysłały z jakimś kiczowatym widoczkiem. A ja siedzę w swoim wirtualnym kącie, patrzę na niego i .... jakoś tak mi obrzydł. Niby posprzątane po nieudanej imprezie, ale ... tak jakby nie dawało się do końca wywietrzyć. Jakby się coś zepsuło, coś sfermentowało...  Nic to. Nie wiem, może spróbuję to miejsce na jakiś czas zostawić, tymczasowo przenieść się gdzie indziej i zmienić otoczenie, tak jakbym wyjechała na wirtualny urlop do innego kraju.  Może po jakimś czasie uda mi się wrócić bez niechęci, a ten kącik znowu wyda mi się oświetlony księżycem...

11:45, moonlit_place
Link Komentarze (9) »
niedziela, 02 lipca 2006
uff...
No to teraz spróbuję się zrelaksować i pomyśleć o czymś przyjemniejszym. Choćby o tym, że za prawie siedem godzin stuknie mi dwadzieścia siedem na liczniku :) (choć nie wiem, czy akurat świadomość tego jest taka przyjemna ;)) No i o tym, że tylko cztery razy do roboty, a potem ponad dwa tygodnie upragnionej wolności. Reszta w terminie późniejszym. Nieco głupio, że mi ten urlop pokawałkowali, ale jednak dobrze jest mieć potem trochę wolnych dni w zanadrzu. Planów właściwie brak, bo i skąd, jeśli tak późno poznaję termin. Pewna koleżanka z pracy zaproponowała mi krótki wypad samochodem w inne rejony naszego pięknego kraju - oby tylko to wypaliło... Ups, sprostowanie - koleżanka już nie z pracy. Tym razem jak najbardziej dobrowolnie :) Właśnie wczoraj opowiadała, jaką miała niesamowitą przyjemność wyrzucając bezpowrotnie ze swojego komputera wszystkie materiały do zajęć i robiąc na środku pokoju gigantyczną stertę starych kserówek. Miała ochotę rozpalić z nich ognisko, ale nie bardzo było gdzie :) Ech, znam to uczucie... Gdy odeszłam z pracy z gimnazjum, spaliłam w piecu c.o. wszystkie materiały, testy, konspekty itp. To samo zrobiłam pod koniec ogólniaka ze wszystkimi podręcznikami i zeszytami do fizyki :]
20:51, moonlit_place
Link Komentarze (7) »
***
Czuję się w tym momencie tak, jak niefortunny gospodarz imprezy, który zaprosił gości np. na swoje urodziny (moje są, nawiasem mówiąc, już jutro) i spodziewał się, ze będzie OK, a tymczasem... Ktoś kogoś zaczepił, ktoś kogoś sprowokował, i zaczęła się regularna bitwa. Niefortunny gospodarz tymczasem stoi obok i z pewnym przerażeniem obserwuje sytuację, nie mając pojęcia jak zareagować - łagodzić, wypraszać tych, którzy zaczęli, a może po prostu nic nie robić i czekać, aż sprawa sama ucichnie... Szanuję wszystkich rozmówców i ich prawo do wyrażania własnych opinii - nawet jeśli z niektórymi się nie zgadzam. Nie chcę tu wprowadzać cenzury. Tyle że mam teraz uczucie, jakby ten blog nie należał już do mnie. Zastanawiam się, czy Wam go nie odstąpić na komentarze skierowane niby do mnie, a tak naprawdę nie do mnie, tylko by sprowokować inne osoby go czytające. Takie małe forum dyskusyjne do załatwiania osobistych porachunków. A sama założyłabym drugiego. Tak jak gospodarz wcześniej wspomnianej imprezy, który nie mogąc opanować gości wycofuje się z własnego mieszkania i decyduje się przenocować u sąsiada. Albo może na jakiś czas zrezygnuję z możliwości komentowania, przy czym opinie o notkach będzie można wyrażać na maila, wyłącznie do mnie, bez interakcji z innymi komentującymi. Muszę to przemyśleć.
00:41, moonlit_place
Link Komentarze (20) »