|
Strona
główna
|
A
ja się co nieco postarzałam .... ;) Ćwierćwiecze plus
jeden to nie przelewki... ;)))) limetka 2005-07-03
10:49:52 skomentuj
(14)
to
se ne vrati... Różne są wyznaczniki tego, że
jakaś epoka w życiu mija bezpowrotnie. Już kiedyś pisałam o tym,
jak to w dzieciństwie można było, wracając skądś, spać sobie
spokojnie na tylnym siedzeniu samochodu i o nic się nie martwić -
a rodzice wszędzie zawieźli i o wszystko się zatroszczyli. Teraz
widzę kolejny wyznacznik tego, że przestałam być dzieckiem -
przestałam dostawać niespodzianki (przynajmniej u mnie to tak
wygląda, bo może są jacyś dorośli szczęśliwcy, co dostają?). Już
na jakiś czas przed urodzinami czy Gwiazdką słyszę: "A co ty
byś chciała w prezencie?" Niby racja, że idąc po zakup
prezentu razem z obdarowywanym trudno kupić coś nietrafionego.
Podejście takie jest, owszem, dość praktyczne. "Przecież
wiesz, jak u mnie krucho z pensją, nie mogę sobie pozwolić, by
źle trafić". Ale... nie ma romantyzmu, nie ma ekscytacji,
nie ma ... no właśnie, niespodzianki... Choć może dorosła osoba
powinna właśnie myśleć rzeczowo i praktycznie, i dać sobie spokój
z takimi fanaberiami...
W tym roku przed urodzinami się
nieco zbuntowałam. Powiedziałam, że nawet wolałabym prezent nie
tak idealnie trafiony w dziesiątkę, ale dla mnie liczy się także
czas poświęcony na myślenie o tym, co ja bym mogła chcieć i co
mogłoby mi się podobać, no i żeby był ten element zaciekawienia,
zaskoczenia... Usłyszałam, jak zwykle, rzeczowe argumenty: "Ale
co ja mogę kupować bez ciebie? Książki ci nie kupię, bo nie wiem
co już czytałaś. Kosmetyków masz i tak za dużo, poza tym
skąd wiem czy trafię z zapachem czy odcieniem. Ciuchy czy buty
musisz przymierzyć, więc też mogę tylko kupić przy tobie..."
Zamilkłam, pokonana. I w rezultacie mam teraz na sobie osobiście
wybraną przez siebie w sklepie bluzkę i osobiście wybrane przez
siebie buty. Wczoraj skończyłam czytać osobiście wybraną przez
siebie książkę. Wszystko trafione i dopasowane do moich upodobań.
Ale...
Zastanawiam się, czy kiedykolwiek jeszcze będzie
mi dane otwierać jakąś tajemniczą, szczelnie zapakowaną paczkę,
KOMPLETNIE nie wiedząc, co jest w środku, a potem wydać z siebie
okrzyk autentycznego (oby radosnego ;)) zdziwienia na widok
zawartości... Znając moją rodzinę, to raczej nie... limetka
2005-07-05 23:03:37 skomentuj
(8)
Dlaczego
warto uczyć się matematyki ;) (na podstawie
podręcznika do angielskiego Objective CAE)
Ogłoszono
konkurs na mini-opowiadanie składające się z dokładnie 50 słów.
Oto jedno ze zgłoszeń (przekład mój):
Był
sobie gość, który w szkole był świetny z pisania,
natomiast kiepski z matematyki. Ale kto by tam potrzebował
rachunków... Gdy usłyszał o konkursie, przystąpił do niego
z wielkim entuzjazmem. Stworzył opowiadanie błyskotliwe,
dowcipne, głębokie i z niebanalnym zakończeniem. Było to
absolutne dzieło sztuki. Sędziowie westchnęli rozczarowani.
Pięćdziesiąt jeden słów...
limetka
2005-07-08 23:28:18 skomentuj
(4)
Jedno
na pewno można o mnie powiedzieć... NIE jestem
perfekcjonistką ani pracusiem :) Wręcz przeciwnie - jestem leser,
leń patentowany, ekspert od olewania i udawania, że pracuję oraz
wynajdywania wymyślnych pretekstów, by czasem czegoś nie
zrobić :) Jeśli ktoś ma problemy z nadmiarem perfekcjonizmu i
pracowitości, to mogę zorganizować błyskawiczny kurs postawy
wprost przeciwnej - zapisy przyjmuję od dzisiaj ;)))) limetka
2005-07-10 23:14:43 skomentuj
(7)
wieje
grozą... ... gdy zaglądam w pewne znajome miejsca w
sieci... Tu hibernacja, tam całkowita pustka... Smutno
jakoś... limetka 2005-07-13 19:43:17 skomentuj
(5)
Niniejszym
uznaję... ... swój prywatny sezon urlopowy 2005
za rozpoczęty :) limetka 2005-07-15 20:04:41 skomentuj
(8)
tumiwisizm
+ badanie opinii publicznej :) Jak mi jest na urlopie,
jak na razie? Tak, że wszystko mi zwisa. I nie dość, że zwisa, to
jeszcze powiewa na wietrze ;) I to nie tylko kwestia urlopu -
tendencję tę obserwuję u siebie już od jakiegoś czasu. I wcale
nie wydaje mi się to złe :)
Żyję chwilą obecną. Robię to,
na co w danej chwili mam ochotę. Niczym się nie martwię na zapas.
Niczego nie planuję dalej niż na tydzień naprzód. Niczego
się nie spodziewam. Niczego nie obawiam. Niczym nie niepokoję.
Wszelkie ważne sprawy przepływają gdzieś daleko i mnie nie
dotyczą. Jednocześnie obserwuję u siebie swoisty zastój,
bo nie mam specjalnie ochoty robić czegokolwiek, co byłoby
ambitne i rozwojowe ani podejmować jakichkolwiek wyzwań. Nie
miewam głębokich przemyśleń, nie dochodzę do odkrywczych
wniosków, nie przeżywam osobistych dramatów ani
silnych emocji... Ale tak też czasem trzeba. Okresy zastoju bez
rozwoju też są potrzebne, choćby dla higieny psychicznej.
No
i mam wrażenie, jakby pewna pani pod tytułem Wena Twórcza
poszła na urlop wcześniej niż ja, a do tego spędza go zupełnie
gdzie indziej - wsiadła sobie do jakiegoś pociągu byle jakiego,
który ją wywiózł na drugi koniec kraju czy nawet
świata, i tyle ją widziałam :) Nie, ja nie mam żadnego doła.
Nawet takiego, jak wykopany przez trzylatka łopatką w piaskownicy
;) Po prostu, jak kiedyś słusznie zauważyła pewna koleżanka, dużo
łatwiej jest pisać o dramatach, tragediach i silnych przeżyciach,
a trudno jest wynaleźć temat do pisania, gdy jest spokojnie.
Widzę po tym blogu, że pisanie pozytywnych notek średnio mi
wychodzi - widzę to prawie tak, jak dzielenie się wiekopomnym
odkryciem, że trawa rośnie do góry :) Mnie samej ten blog
wydaje się trochę nudnawy - a mimo to widzę, że czytelnicy jednak
zaglądają i czytają.
W związku z tym, wzorem pewnej
koleżanki ;) (do tego stopnia brakuje mi weny, że korzystam z
czyichś pomysłów :P ) mam pytanie do czytających tego
bloga - ciekawi mnie, co sprawia, że wracacie i czytacie? Na
poprzednich moich blogach bywało dramatycznie ;) - podejrzewam
więc, że część z Was ciekawiło, dokąd ta blognowela (określenie
Vroobelka :)) zaprowadzi :) Tu nie ma żadnej blognoweli. Tu jest
zwykłość. Życie z dnia na dzień. Nic dramatycznego. Co więc
przyciąga czytelników? I podobnie jak koleżanka K. nie mam
tu na myśli tych z Was, co mnie znają i traktują kolejne notki
jak list od znajomej - tylko tych, co mnie nie znają, w życiu nie
widzieli, a czytają. Natomiast tym, co znają, proponuję ćwiczenie
na wyobraźnię - wyobraźcie sobie, że mnie nigdy nie spotkaliście,
po prostu trafiacie na takiego bloga w sieci, i...? No
właśnie... limetka 2005-07-18 14:04:11 skomentuj
(5)
trochę
śmieszno, trochę straszno Często bywam na różnych
internetowych forach. I czasem obserwuję tam różne ciekawe
zjawiska. Otóż już na kilku forach odniosłam wrażenie,
jakby te same osoby logowały się pod kilkoma różnymi
nickami, stwarzając pozory, że są np. trzema odrębnymi osobami.
Mało tego - zdarza się, że ta sama osoba konwersuje sama ze sobą
używając dwóch nicków na przemian. Z czego to
wnioskuję? Ano z tego, że takie, powiedzmy, trzy osoby często
podają zaskakująco zbieżne dane i informacje o sobie. A pamięć
mam dobrą i z reguły wiem, że jeśli czytając coś mam poczucie
deja vu, to nie jest ono bezpodstawne. A pamięć wzrokową to mam
dobrą szczególnie i jeśli się na coś gapiłam przez czas
dłuższy próbując to przeanalizować,nawet kilka miesięcy
temu, to zapamiętam na bank i zwrócę uwagę na elementy
tego powtarzające się w wypowiedziach.
Poza tym widzę
teraz wyraźnie, że każdy ma swój własny, charakterystyczny
styl pisania, z sobie właściwym sposobem budowania zdań i doborem
słownictwa, a czasem także specyficzną interpunkcją. Są osoby,
których wypowiedzi rozpoznałabym wszędzie. [Parę
przykładów spośród Was, już nie w związku z kwestią
forów, bo nie podejrzewam Was o stosowanie przedstawionego
tu procederu - jedna osoba ma czy też miała, bo obecnie rzadziej
się to zdarza, zwyczaj podkreślać w zdaniach Bardzo Ważne Słowa
wielką literą ;))), druga ma bardzo charakterystyczny sposób
zapisywania jednostek miary, z którym rzadko się spotykam
- np. "przejechała 500 km-ów" ;))), trzecia
tworzy celowo pewne zbitki słowne typu "nielubię" w
funkcji rzeczownika czy też "czasubrak" ;))) - no, kto
siebie rozpoznał? ;)] Takie detale pozwalają czasem dojść po
nitce do kłębka i zidentyfikować autora mimo prób
kamuflażu.
Może nie tyle to piętnuję, ile się
zastanawiam, co tworzenie takich internetowych jaźni
zwielokrotnionych ma na celu. Z jednej strony, póki taka
osoba nie robi komuś przykrości, nie ma w tym właściwie nic
złego. Z drugiej strony jednak, gdy kojarzę kogoś z nickiem,
załóżmy, Kunegunda, czuję się dość nieswojo odkrywając, że
Kunegunda się roztroiła i oprócz tego jest jeszcze
Hermenegildą i Brunhildą, które do tej pory uważałam za
inne osoby nie mające nic wspólnego z Kunegundą. Robi się
wtedy jakoś tak nie halo...
Przyznaję - sama jak dotąd
występowałam w internecie pod czterema czy pięcioma różnymi
nickami. Nie starałam się jednak celowo wprowadzać w błąd
czytelników czy dyskutantów stwarzając pozory, że
to odrębne osoby - informowałam, kim byłam wcześniej, kim jestem
zazwyczaj lub pod jakim nickiem mogą mnie znać skądinąd. Tylko
jakieś trzy razy zdarzyło mi się zalogować na pewnego czata
udając dla kawału kogoś innego. Ale raz zostałam rozszyfrowana
natychmiast; innym razem w toku rozmowy; jeszcze innym - rozmówcy
zrobili pewną aluzję, że domyślają się kim jestem, ale nie
wypadli z roli i mam wrażenie, że sami się przy tym nieźle
bawili. Ale mówię - zrobiłam to parę razy i wyłącznie dla
żartu. Natomiast gdy ktoś prowadzi taki proceder od paru miesięcy
przed niczego nieświadomymi forumowiczami, i w dodatku zdaje się
to traktować całkiem poważnie, to powtarzam - robi się jakoś nie
halo... I zjawisko robi się nagminne, bo zaobserwowałam je chyba
na czterech forach niezależnie od siebie...
Chociaż...
niekoniecznie każdemu musi chodzić o to, by celowo mieszać, mącić
i oszukiwać - może po prostu ludziom się nudzi. Zresztą po mnie i
moich notkach też widać, że muszę się porządnie nudzić, skoro nie
mam nic lepszego do roboty niż bawić się w domorosłego detektywa
;) limetka 2005-07-22 16:20:56 skomentuj
(4)
Ja
się też zaraziłam tą epidemią ;)
Funtest
- co o mnie wiecie? limetka 2005-07-22
19:01:37 skomentuj
(6)
podsumowanie Ponieważ
nie wygląda na to, by ktokolwiek jeszcze podjął się rozwiązania
tego arcytrudnego testu, zostaje on zamknięty, a ja pozwalam
sobie na małe podsumowanie. Od razu muszę się przyznać do jednej
rzeczy - trochę źle przydzieliłam punktację, bo w każdym zestawie
odpowiedzi tylko jedną uznałam za poprawną i dałam za nią 5
punktów, podczas gdy w 3 przypadkach jeszcze inne miały
sporo sensu i zasługiwały na chociaż 2-3 punkty. Generalnie
odpowiedzi były dość przewidywalne, ale z paroma wyjątkami ;)))
No i zżera mnie ciekawość, co za 3 osoby znają mnie całkiem
dobrze (możliwe, że nawet mnie widziały), a nie podpisują się w
sposób umożliwiający identyfikację ;))))
No, ale do
rzeczy...
1)Ile mam kotów? 1- 77% 2- 23% 3-
0% Oczywiście, że jednego :) Cały czas piszę na blogu o koCIE,
a nie koTACH :)
2)Moja data urodzenia: 3.7.1978-
8% 3.7.1979- 85% 2.7.1975- 8% To musiało być proste, bo
do faktu ukończenia ćwierćwiecza plus jeden przyznałam się tutaj
całkiem niedawno :)
3)Czego z poniższych nie lubię i nigdy
tego nie noszę? makijaż- 0% buty na szpilkach- 54% czapki-
46% Ciężko, ciężko... Ale mogło to być trudne, zważywszy na
to, że notkę o swojej szczególnej antypatii do wszelkich
czapek, a nawet staniu się złym przykładem dla pewnej małej
dziewczynki zamieściłam dwa blogi temu ("Włóż czapkę,
będziesz chora" "Mamo, a ta pani nie ma i nie jest
chora" ;)))) Za szpilki powinnam jednak była dać ze 2
punkty, bo uważam je za narzędzie tortur - w przeciwieństwie
jednak do czapek zdarza mi się je czasami wkładać.
4)Ile
jak dotąd prowadziłam blogów (polskich i angielskich),
włączając aktualny? 2- 0% 3- 8% 4- 92% I tu się
przyznaję - sama straciłam rachubę, bo było 5 ;) Nie policzyłam
tego czegoś, co jest w linkach po lewej i być może do tego wrócę
:)
5) Mój kolor oczu? zielone- 92% niebieskie-
8% szare- 0% Patrz nazwa pierwszego bloga :))))
6)Jaka
była moja specjalizacja magisterska? kulturoznawstwo-
15% gramatyka opisowa j. angielskiego- 31% metodyka-
8% literatura angielska- 38% tłumaczenia- 8% Pytanie-killer
jak widzę, bo tylko 38% osób trafiło :) Wyskoą pozycję
gramatyki opisowej tłumaczę być może skojarzeniem z moją pracą
licencjacką :)
7)Który z poniższych gatunków
muzyki lubię (jedyny z wymienionych!) muzyka klasyczna-
31% rock- 62% techno- 0% hip-hop- 8% No i to było
duże zaskoczenie.... Sama na tym blogu i wcześniej zamieszczałam
parę tekstów piosenek - nie mówiąc o tym czymś, co
się powinno odtwarzać w tle, choć to bardzo spokojna odmiana :)
Ciekawe, że tyle osób uznało mnie za zwolenniczkę muzyki
klasycznej, której tymczasem nie rozumiem i nie odbieram.
A z tym hiphopem to był chyba strzał w ciemno ... ;)
8)
Moje włosy są z natury: blond- 15% rude- 8% ciemnobrązowe-
62% czarne- 15% Spodziewałam się kłopotów ze względu
na to "z natury", gdyż farbuję włosy regularnie i
czasem sama zapominam jaki był naturalny kolor ;) , ale
zaskoczyliście mnie pozytywnie :) Powinnam była dać po 2 pkt za
czarne (kolor, który obecnie obnoszę na głowie) i rude
(kolor, który obnosiłam na głowie przez wiele miesięcy).
9)Co z poniższych mogłabym nazwać swoim
nałogiem? palenie- 0% spanie- 0% jedzenie- 0% internet-
100% Co za jednomyślność, jestem pod wrażeniem....
:))))
10)Dla entuzjastów astrologii ;) - gdzie jest
Księżyc w moim horoskopie? w Skorpionie- 8% w Koziorożcu-
0% w Wadze- 46% w Bliźniętach- 23% w Raku- 23% Pytanie
faktycznie faworyzowało entuzjastów astrologii, którzy
nawet jeśli nie pamiętali tak zwanego kółka, to mając datę
mogli ją sobie wrzucić w odpowiedni program :)
11)Kiedy
zaczęłam mieć cokolwiek do czynienia z astrologią? w 1997r.-
8% w 2000r.- 38% w 2003 r.- 46% w 2004 r.- 8% JEDNA
osoba trafiła, nawet wśród współ-hobbystów
;))) Czy wyglądam na kogoś, kto się zajmuje tak krótko?
:P
12) Co z poniższych najgorzej znoszę? bałagan-
8% hałas- 8% samotność- 23% odrzucenie- 62% Nie ma
chyba większej bałaganiary niż ja, a jednocześnie osoby, która
tak jak ja nienawidziłaby sprzątania; hałas znoszę bez większego
problemu; natomiast odpowiedź z samotnością była bardzo bliska
prawdy i na dobrą sprawę należałyby się ze trzy punkty.
A
w ogóle to dziękuję wszystkim za udział i gratuluję
wyników :))) Wykazaliście się niezwykłą wprost znajomością
wielce skomplikowanej dziedziny zwanej limetkologią i właściwie
powinnam jakieś wirtualne dyplomy wydać, tylko nie wiem, jak to
rozwiązać technicznie :)))))
limetka 2005-07-27
23:09:52 skomentuj
(2)
kurczę
żeż no... Ciągle jest tak, że różne moje
zachowania i posunięcia wydają się mnie samej normalne, a dopiero
w konfrontacji z opiniami innych widzę, że oni wcale tak nie
uważają... Widzę też, że starając się żyć w zgodzie ze
wszystkimi, paradoksalnie można się komuś porządnie narazić...
Nie chcę chować do nikogo urazy. W końcu ile można mieć
żal? Choć parę rzeczy zostało jeszcze nie wyjaśnione i chciałabym
te wyjaśnienia uzyskać. Wiele spraw zrozumiałam sama. Poza tym
działam z pozycji innej osoby, która chce zerwać z
przeszłością. No i chciałam pokazać, że swego czasu zostałam
mylnie oceniona... Ech, nie mam pojęcia, co z tym wszystkim
robić. I tak źle, i tak niedobrze...
Ostatnimi czasy
nauczyłam się jednej ważnej rzeczy - nie oceniać. Owszem, nadal
się czasem dziwię, gdy ktoś postępuje tak, jak ja bym nie
postąpiła. Ale już chyba umiem nie potępiać. W końcu inni to nie
ja, a ja to nie inni. limetka 2005-07-28
16:42:58 skomentuj
(4)
blogi
jako metoda przenoszenia chorób zakaźnych :> Widzę,
że blogi czasem przyczyniają się do roznoszenia różnego
rodzaju epidemii. Najpierw były to funtesty - i to było OK.
Natomiast teraz rozprzestrzenia się epidemia swoistego
zniechęcenia. I chyba się tym trochę zaraziłam. Jakoś mniej mi
się chce otwierać przed innymi. Pewnie to przez ten upał. Tak, na
pewno. Wena blogowa też na urlopie, i to gdzie indziej niż ja;
siedzi tam sobie w towarzystwie poczucia możliwości podejmowania
samodzielnych decyzji i świetnie się razem bawią. Przyda się
chwilka przerwy na to, by skłonić je do powrotu. Może przy okazji
zdobędę jakieś cenne doświadczenia, na podstawie których
napiszę potem powieść autobiograficzną pt. "W poszukiwaniu
straconej weny"? ;) limetka 2005-07-30
20:13:28 skomentuj
(4)
|
|