| limetkablog - archiwum: marzec 2006 |
| Strona główna | przenoszę z komentarzy cz. 1 2006-03-01 11:38:04 Wreszcie mogę to napisać. Od wczoraj ok. południa mieszkanie jest moje :) A już tak na 150% moje będzie od piątku ok. 10. 30, kiedy jeszcze coś podpiszę i dostanę klucze :) Tylko jeszcze sporo załatwiania, zanim będę mogła tam naprawdę mieszkać, ale mam nadzieję, ze to kwestia paru dni. *********************** Minął rok. Właśnie zdałam sobie z tego sprawę. Wybaczyłam już dawno. Ale chyba nigdy nie będę umiała zapomnieć. (Wasze komentarze również przeniesione, tylko z inna datą, bo inaczej nie można było) limetka 2006-03-04 17:06:14 skomentuj (1) przeniesione z komentarzy cz. 2 Promiennie donoszę: no to mieszkanie moje na 150% :))))) Klucze w torbie, akt notarialny przede mną na stole :) Dziś po pracy się tam przejdę i jeszcze obejrzę, nawet po ciemku, bo nie wiem, czy prąd włączony. A w poniedziałek latam po urzędach i pilnuję firmy przeprowadzkowej, by mi wszystko przewieźli. limetka 2006-03-04 17:11:57 skomentuj (2) syndrom drugiej nad ranem (Zapisane na gorąco o drugiej w nocy w notesie, zamieszczone dzisiaj, gdy korzystałam z gościnnego dostepu do sieci.) Stałam przy oknie, w półmroku, gdyż poprzednia właścicielka zdjęła i zabrała wszystkie lampy, a ja jeszcze nie zdążyłam kupić i dać zamontować nowych, więc jedyne oświetlenie stanowily dwie stojące lampki biurkowe. Właśnie przed momentem rozpoczęłam ukladanie swojego księgo-, papiero- i płytozbioru wewnątrz pewnej autentycznej peerelowskiej meblościanki, która została mi w spadku po wspomnianej byłej właścicielce. (Prędzej czy później zamierzam to mebliszcze wywalić, gdyż w ogóle pojecie meblościanki nie mieści się w mojej koncepcji wystroju wnętrza. Zanim jednak to wnętrze dopasuję do swojej koncepcji, czytaj: zakupię nowe meble, minie pewnie nieco czasu, więc korzystam z tego, co mam). Patrzyłam na spory kawałek panoramy miasta, jaki się przede mną rozciągał. Nagle przypomniały mi się podobne sytuacje, gdy stałam przed różnymi oknami, na różnych balkonach, na różnych schodach i podwórkach, w różnych miejscowościach i różnych latach, i oglądałam nocny krajobraz w najprzeróżniejszych jego wydaniach. Rok 1994. Położony w lesie ośrodek wczasowy i zagubione wśród drzew lampy, przeświecające przez gęste liście i nadające całej scenerii tajemniczą, lekko zielonkawą poświatę. Rok 1997. Widok z balkonu na rosnący poniżej ośnieżony kasztanowiec i na nieliczne o tej porze samochody wyjeżdżajace z miasta wśród śnieżycy. Ja, wówczas przyszła maturzystka, zastanawiałam się, co mogłoby skłonić kogokolwiek do jazdy o tej godzinie i w taką pogodę. Pamietam wszystkie szczegóły, nawet to, że miałam na sobie czarne dżinsy i skończyłam właśnie czytać bardzo dziwną książkę niejakiej Sylvii Plath... Rok 2004. Stałam na balkonie, patrzyłam w perspektywę ciemnej ulicy i zastanawiałam się nad obejrzanym właśnie filmem, porównując go z innym tego samego reżysera. Doszłam do wniosku, że wspólnym motywem obu było upodlenie - a zwłaszcza to, jak pomimo wysoce upadlajacych okoliczności można nie dać się upodlić, o tym, jak taka nie upodlona osoba wygląda na tle innych, które upodlić się dały, oraz o tym, jak to upadlający w ostatecznym rozrachunku stają się upodlonymi. I całkiem niedawna sytuacja. Panorama zupełnie innego miasta wśród sylwestrowych fajerwerków, oglądana z okna innego nie do końca urządzonego mieszkania, w miejscu i sytuacji, w której nigdy nie spodziewalabym się znaleźć. I jeszcze wiele, wiele innych... Wszystko to były cudze mieszkania, cudze widoki. A teraz mam własny widok z okna. I właśnie uświadomilam sobie, że znaczny fragment tego widoku pokrywa się z tym, co oglądałam wtedy. Czyżby to miało jakieś znaczenie? *** Tak sobie przeczytałam to, co napisałam powyżej i widzę, że jest to bardzo niedoskonała próba oddania w slowach tego wszystkiego, co sobie wczoraj myślałam. Chciałabym umieć malować obrazy słowami, ale wciąż brakuje mi odpowiednich odcieni, by oddać wszystkie wyobrażenia i odczucia, jakie powstają w moim umyśle. Kiedyś, jako dziecko czy nastolatka, próbowałam rysować to, co mi się wymyśliło - szybko jednak zniechęcała mnie niedoskonałość moich prób. Kiedyś przyszło mi do głowy, że dobrze by bylo, gdyby ktoś skonstruował urządzenie do rejestrowania takich wyobrażonych wizji, jakąś myślokamerę czy coś w tym rodzaju. Jedynym dostępnym dla mnie środkiem wyrazu pozostają więc słowa, lecz przy ich pomocy udaje mi się co najwyżej dotknąć powierzchni, naszkicować zarysy. To, co powstaje w mojej głowie - myśli, obrazy, fabuły, pomysły - nie wytrzymuje konfrontacji z papierem czy klawiaturą i monitorem, jest zbyt nieuchwytne, by dało się ująć w jakąś konkretną, zrozumiałą dla innych formę - czasem mi się wydaje, że już, już to mam, złapałam, nadałam kształt, ale to wciąż nie to i nie tak... Zadanie docelowe, zapewne nieosiągalne - sprawić, by ktoś miał choć mgliste pojęcie, jak to było być mną i patrzeć moimi oczami w momencie, który przedstawiam. Wciąż widzę, jak mi do tego efektu daleko. A wiem, że są tacy, którzy to potrafią. No i nieraz przeżywam chwile zaskoczenia, a zarazem fascynacji, gdy odkrywam, że kto inny stworzył coś, co ja sama napisałabym, namalowałabym, skomponowałabym, zaśpiewałabym - gdybym tylko potrafila... limetka 2006-03-04 18:00:38 skomentuj (7) mieć sieć Ciekawy przykład na kolejność priorytetów: w mieszkaniu nie mam jeszcze porządnego oświetlenia (dwie lampki stojące, które przenoszę w razie potrzeby z miejsca na miejsce), za to mam łącze :) Mogłabym tu napisać cały traktat o wyższości pewnej sieci kablowej nad pewnym gigantem telekomunikacyjnym jeśli chodzi o terminowość instalacji, ale to może po powrocie z pracy. Fakt, net nie działa do końca tak jak powinien (muszę to zgłosić), ale grunt że jest. Teraz będzie mnie tu więcej. limetka 2006-03-15 09:38:55 skomentuj (6) *** Na początek wyjaśnienie - obiecałam zdjęcia, ale na razie nie jestem w stanie ich umieścić. Zrobię to, gdy (jeśli?): a) znajdę gdzieś w tym poprzeprowadzkowym bałaganie którykolwiek z dwóch kabelków, od komórki albo od cyfrówki, by móc podłączyć wyżej wymienione do kompa, b) znajdę coś podobnego do Total Commandera, co chodziłoby na Linuksie Mandriva - w żaden inny sposób nie umiem umieścić pliku na koncie www. No, a jutro idę się integrować, socjalizować i rozrywać.Dziewczyny z pracy organizują spotkanie. Stwierdzam kategorycznie - dosyć tego, co było do tej pory. Przez całą podstawówkę, ogólniak i studia miałam swoisty kompleks na punkcie tego, że ciągle coś się gdzieś odbywa beze mnie, że nie mogę dzielić z ludźmi ich spraw, że mnie się w nic nie wtajemnicza, że nie jestem uważana za jedną ze "swoich" i nikt nie bierze pod uwagę tego, że ja też chciałabym w czymś uczestniczyć. Potem dowiadywałam się o wszystkim tylko z jakichś pośrednich relacji, bo nie miałam odwagi, by się gdzieś sama wepchnąć nie czekając na pozwolenie, i czułam się jak ostatnie zero niewarte tego, by je gdziekolwiek zaprosić czy coś mu zaproponować. Teraz na szczęście zostałam wzięta pod uwagę, a moja obecność została potraktowana jako coś naturalnego, oczywistego i nie podlegającego dyskusji. I zamierzam z tego skorzystać najbardziej jak się da. Planuję dobrze się bawić i być jak najbardziej normalna. A potem w miarę możliwości nie przepuszczać żadnych spotkań w potencjalnie miłym towarzystwie. limetka 2006-03-18 00:55:36 skomentuj (2) :((((( Napisałam taką długą notkę i mnie wylogowało z panelu :( Nie wiem, czy będzie mi się teraz chciało pisać na nowo :(((( Miało być sprawozdanie ze spotkania, a tymczasem będzie tlyko krótkie podsumowanie - bylam, widziałam, ale... nic nie słyszałam :> Mam chyba pewne pojęcie, jak czują się osoby niesłyszące zmuszone do czytania z ruchu warg. Jednocześnie należałoby zwrócić uwagę szanownym właścicielom lokalu, w którym byłam, że jakości muzyki nie mierzy się w decybelach :> Trzeba było wrzeszczeć, by cokolwiek powiedzieć do osoby siedzącej metr dalej. No nie, tak lubię sobie pogadać, a za bardzo nie było mi to dane :] limetka 2006-03-20 11:50:04 skomentuj (1) i masz image Czyli imaż. Względnie imidż. Jakąś widoczną zmianę w powyższym miałam między innymi w planach na obecny rok. I zamiar ten niniejszym udało mi się zrealizować. Najpierw zmiana fryzury - dałam sobie obciąć grzywkę. Oznacza to co prawda poddanie się pewnej uniformizacji, ponieważ taką dość krótką grzywkę obnosi obecnie co druga panna na ulicy (przynajmniej w moim mieście), ale co tam, raz kiedyś można :) Moja mama, która od czasu obejrzenia filmu "Amelia" upiera się, że jestem podobna do odtwórczyni głownej roli, Audrey Tautou, na mój widok stwierdziła, że teraz to już wyglądam całkiem jak Amelia... Nie miałam tego w planach, ale absolutnie mi to nie przeszkadza :) Czynnik kolejny. I to jest dla mnie coś kompletnie nie do wyjaśnienia. Otóż wszystko wskazuje na to, iż stałam się właścicielką ... magicznej bluzki. Tak, musi ona mieć jakieś szczególne właściwości - inaczej nie da się wytłumaczyć reakcji opinii publicznej, gdy po raz pierwszy pojawiłam się w niej w pracy. Jest to bluzka-zwracacz uwagi, bluzka-zjednywacz ludzi, bluzka-zbieracz komplementów. Aż mi się chciało śmiać, gdy słyszałam ze wszystkich stron "Ale masz ładną bluzkę" na przemian z "Super wyglądasz" i "Świetnie ci w czerwonym". A to niby takie nic, zwykły kawałek czerwonej szmatki z dekoltem i mankietami... Z jednej strony trochę mi było głupio, z drugiej - ego rośnie ;) Zarówno moja nowa grzywka, jak i moja nowa bluzka sprawiły, że po raz pierwszy od nie wiem jak dawna poczułam się kobieca i atrakcyjna. Jednocześnie zdałam sobie sprawę, jak bardzo moje samopoczucie ściśle zależy od wyglądu i opinii otoczenia na jego temat. No i ciekawe, że setki komplementów na temat mojego intelektu, zdolności i umiejętności nie mają dla mnie takiego znaczenia, jak zwykłe stwierdzenie:"Ładnie wyglądasz". A szczególnie - wypowiedziane przez mężczyznę. Jakiegokolwiek. Do tej pory panowie traktowali mnie niemal jedynie stwierdzeniami typu "Jaka ty jesteś inteligentna" czy "Jak ty się świetnie znasz na tym czy tamtym". A ja tymczasem oddałabym te wszystkie słowa za jedno potwierdzenie mojej atrakcyjności wizualnej... Bo w sferze wiedzy i intelektu nigdy nie miałam kompleksów i tu nie muszę sobie niczego udowadniać. Podczas gdy w sferze wyglądu, mimo że już wyrosłam z większości swoich nastoletnich kompleksów, nadal nie czuję się zbyt pewnie... Pomyślałam sobie - chciałabym, by ci wszyscy, dla których kiedykolwiek nie byłam dość atrakcyjna fizycznie, mogli mnie teraz zobaczyć. A to bym miała satysfakcję... I w ogóle chciałabym odbić sobie te wszystkie komplementy, których mi przez lata skąpiono jako dyżurnej szarej myszce. Być może wampem nigdy nie będę, zresztą wamp kojarzy mi się z kimś wyzywającym, a to nie mój styl - ale myszą też nie. limetka 2006-03-21 19:40:36 skomentuj (9) miejsce próbne alternatywne Teraz jestem tutaj: moonlitplace.blox.pl. Nie wiem, czy na stałe, ale przynajmniej spróbuję. Chodzi głównie o to, by dodawać pliki bez konieczności posiadania osobnego konta ftp i o ... dostęp z pracy, bo serwis blog.pl mi zablokowali :> Zobaczymy, jak mi się tam będzie pisało. limetka 2006-03-24 19:18:05 skomentuj (2) |